31 sty 2017

"Tu compatriota" - odwiedziny ponowne w Ancon

25ty styczeń 2017

tydzień po spotkaniu z Anią, zjawiamy się z Melanie znowu w karcelu w Ancon. Razem z nami wybrała się tam Genesis, siostra która kiedyś często odwiedzała ten karcel i prowadziła studia z więźniarkami. Mieszka teraz w USA, ale za każdym razem gdy odwiedza Limę, odwiedza też dziewczyny za kratkami.

 

gdy zanalazłyśmy sie na placu wizyt, przywitała nas Sri Yanti, która zorganizowała miesjce gdzie mogłyśmy usiąść. Zobaczyłam Giovanę, która siedziała w małej grupce przy stoliku pod namiotem z paroma amerykankami i innymi więźniarkami. Na poczatku wyglądało to nam na mini zebranie: czytały Biblię, omawiały jakieś wydrukowane artykuły, ale Sri Yanti powiedziala nam, że to ugrupowanie, najprawdopodobniej, Zielonoświątkowców. To jeden, z lokalnych kościołów, które też regularnie odwiedzają ten karcel i pomagają więźniarkom, przynoszą im prezety, tort na urodziny itp, więc często więźniarki przyłączają się do tych ugrupowań lub czasem uczęszczają na spotkania, aby w zamian dostać jakąś pomoc, lub też by wypełnić duchową pustkę 

nagle z daleka dostrzegłam dziewczynę w czerwonej bluzce, która schodzila po schodach na plac i przebiegała wzrokiem po placu, szukając osoby, która ją wezwała na wizytę. Szukała mnie, a tą osobą była właśnie Ania....

nie bylam pewna czy to ona, bo nie mogłam dokładnie przyjrzeć się jej, gdy ukradkiem zobaczyłyśmy sie tydzień wcześniej, ale dziewczyny mi powiedziały, że to właśnie ona wiec pomachałam jej i wykrzyknęłam jej imię. Z uśmiechem podeszła i mnie uściskała młoda, opalona, piękna blondynka o niebieskich oczach.

Wtedy też wyszła Sri Wan i pomogłyśmy jej rozłożyć namiot, który dziewczyny dostały  w prezecie od sióstr z angielskiego zboru. W karcelu trzeba płacić za stół, krzesła i parasol na placu, więc dziewczyny w ten sposób zawsze oszczędzają grosze, bo mają swój namiot i stół. Poszukałyśmy idealnego miejsca na namiot i usiadłyśmy pod nim w parę osób. Melanie i Genesis przeprowadzały studia w zastępstwie z dwoma azjatakmi, a ja mogłam się skupić na rozmowie z rodaczką 

nasza rozmowa zaczęła się od tak zwanych podstaw; skąd jesteś, ile masz lat, co tu robisz.... Ania ma 23 lata i pochodzi z północno-wschodniej części Polski. Gdy miała 7 lat razem z rodziną przeprowadziła sie do Hiszpanii. Od dziecka posługuje się Hiszpanskim, także łatwiej jej się komunikować w języku castellano niż po Polsku, którym czasem mówiła nieskładnie gramatycznie lub brakowalo jej technicznych zwrotów. Oczywiscie to nie przeszkadzało nam w swobodnym posługiwaniu się Polskim w rozmowie, w której nie brakowało też słów hiszpańskich z jej strony. Ma 3 starszych braci, którzy teraz mieszkają w różnych częściach Europy; jest najmłodsza z rodzeństwa. Gdy miała 16 lat, zmarł jej tato i wtedy też zaczęła swoje samodzielne życie: znalazła sobie pracę i szybko wyprowadziła się z domu. Gdy miała 19 lat wyszła za mąż za Dominikańczyka i razem z nim przeprowadziła sie na Dominikanę, gdzie mają dom i gdzie mieszkała przez ostanich parę lat. Opowiedziałam jej trochę o sobie i co tutaj w Peru robię, kim jestem i dlaczego przychodzę do wiezienia. Ku mojemu zdumieniu Ania powiedziała mi, że jej dziadkowie są Świadkami Jehowy i gdy była mała zabierali ją na zebrania. Jej mama czasem interesowała się prawda, i Ania nie jest pewna czy jej mama czasem nie uczęszcza teraz na zebrania.

opowiedziała mi trochę o swoim życiu sprzed wylądowania w karcelu, plus wiele swoich przeżyć z życia w peruwiańskich więzieniach. Tak jak wiele więźniarek, wylądowała w karcelu za przemyt. Zadała sie z nieodpowiednimi ludźmi w niedopowiednim czasie i dostała wtedy zlecenie. Bodźcem, który popchnął ją do tego, była sytuacja ekonomiczna i brak zainteresowania ze strony męża. Szczerze jednak dodała, że sama jest winna sobie za to, że tu wylądowała, bo wiedziała że przewozi narkotyki. Miała okolo 1,5 kg towaru, gdy ją zgarnęli na lotnisku w Limie. Dość mała ilość kokainy na taką wycieczkę, więc spytalam ją czy czasem nie była 'mułem', na co odpowiedziała, że nie jest tego pewna. Mówi: "Przeszło mi przez myśl, że można za to trafić za kratki, ale chyba w ogóle nie podejrzewałam, że jest to tak niebezpieczne i że znajdę sie za kratkami. Na lotnisku zachowywałam się normalnie i wyglądałam na pewną siebie normalną podróżniczkę; wydaje mi sie że psy wyczuły towar. Pamiętam jak strasznie wstyd mi było, gdy wyprowadzali mnie w kajdankach na rekach i nogach gdy znalezli paczkę w moim bagażu". Opowiada, że w sądzie podała pełne zeznanie i powody, dla ktorych się zaangażowała w przemyt, więc dostała stosownie mniejszy wyrok - 5 lat. Mowi: "Oni dobrze tu wiedzą, że takie jak ja to tylko małe rybki w morzu przemytu narkotyków, często wykorzystane w chwili słabości. Chodzi im bardziej o wielkie ryby, dlatego w moim przypadku nie byli surowi, plus miałam dość małą ilość towaru i mówiłam po hiszpansku, więc mogłam sama za siebie mówić w sądzie." Powiedziała mi, że biorąc pod uwagę sytuację, to jest wdzięczna, że trafiła do Peruwiańskiego więzienia a nie np w Tajlandii lub na Filipinach, gdzie takie jak ona (przemycające cudzoziemki) od razu dostają wyrok śmierci, więc pewnie dawno by już nie żyła. Podkreśliła, jak bardzo jest farciarą, że 'tylko' tak skończyła na swoim wybryku, a nie jak niektóre z karcelu, siedzące po 10 lat lub więcej. Wskazała mi na placu kobietę z Dominikany, która siedzi juz 9 lat i wspomniała, że siedzą tu kobiety, które trafily za kratki w wieku 40 lat i wariują w karcelu na myśl o spędzeniu kilku lat za kratkami w tym wieku. Niektóre z nich odurzają się codziennie alkoholem lub nasennymi tabletkami, żeby być otępiałe za dnia, bo tak łatwiej im znosić więzienną codzienność. Powiedziała, że niektóre więźniarki wpadają na najdziwniejsze pomysły i np żel do dezynfekowania rąk wlewają do wody i piją jako alkohol, albo wsypują proszek z nasennych tabletek do alkoholu i w ten sposób 'radzą' sobie z szarą rzeczywistością. Niektóre więźniarki mają dostęp do kokainy w więzieniu, ale gdy strażnicy złapią je na tym że są pod wpływem, to lądują  na tydzień lub do 30 dni w 'dołku' - małej zamkniętej celi, w której nie ma nic oprócz łóżka. Powiedziała, że kiedyś wylądowała w tej celi na 7 dni, gdy jedna z więźniarek w jej pawilonie zaatakowała ją i doszło do bójki. Obie trafiły na 'dołek', ale jako że to był Ani pierwszy raz, dostała 7  dni tylko. Później obie miały spotkanie z dyrektorem więzienia, który sprawdza czy więźniarki się pogodziły i będą mogły wspólnie przebywać w jednym pawilonie, jeśli nie to wracają na 'dołek' na dłużej i po miesiącu, znowu są wzywane i pytane o chęci poprawienia relacji. Jeśli sytuacja jest naprawdę zła, to przenoszą jedną z więźniarek do innego pawilonu. Ania mówi, że stara się zachowywać pokojowe stosunki ze wszystkimi w Ancon, i że ogólnie nie ma problemów z ludźmi bo jest lubiana przez więźniarki i ogół, wliczając w to strażników. Opisała mi jak wygląda jej cela i gdzie znajduje się jej łóżko. Każda cela mieści 8 więźniów, ale w jej celi jest 5 dziewczyn, łącznie z nia. Opowiedziała mi o dziewczynach, które z nią siedzą i że żyją wszystkie w zgodzie, choć czesto nie jest to łatwe do osiągnięcia jesli w jednym ciasnym pomieszczeniu siedzi kilka osób, czasem z różnymi wyrokami i historiami życiowymi.

Ania powiedziala mi, ze w Piedras Gordas dla kobiet jest 6 pawilonow, a w kazdym z nich od 90-100 wiezniarek. Dwa pawilony sa dla cudzoziemek, jeden dla Peruwianek, jeden pawilon dla 'niegrzecznych dziewczyn', kolejny o zaostrzonym rygorze, gdzie siedza terorystki i polityczne kryminalistki lub morderczynie, i w kolejnym o minimalnej ochronie gdzie siedza np starsze kobiety lub z malymi wyrokami za drobne przestepstwa. Wiezniarki z roznych pawilonow ogolnie nie moga sie mieszac i odwiedzac inne pawilony. Widza siebie tylko przez betonowe dziury w murach miedzy pawilonami. O 8 rano odbywa sie zbiórka wszystkich dziewczyn w kazdym pawilonie, na ktorej kazda musi byc juz umyta i ubrana; zaczyna sie odliczanie kazdego wieznia. Po apelu wiezniarki moga byc na zewnatrz swoich cel w pawilonie, ktory takze ma swoje patio, gdzie moga przebywac na swierzym powietrzu, wyprac swoje ciuchy, wykapac sie we wspólnych lazienkach, zrobic sobie cos do jedzenia. Na patio moga przebywac do 6pm, kiedy to odbywa sie kolejna zbiórka i odliczanie, po czym wiezniarki musza isc na pietro i moga do 9pm zostac w korytarzu przy celach lub przebywac w celach innych dziewczyn, po czym o 9pm, kazda z nich musi byc w swojej celi i dzwi sie zamykaja. Krótko po tym zaczyna sie cisza nocna. W wiezieniu znajduje sie wspólna biblioteka i rozne hale gdzie wiezniarki ze wszystkich pawiolonów moga sie spotac i np zajmowac sie wyrobami recznymi lub plastycznymi, szyc ciuchy, farbowac sobie wlosy w salonie fryzjerskim lub malowac paznokcie w salonie... Ania jest uzdolniona plastycznie i zna sie na kosmetyce wiec czesto farbuje dziewczyną wlosy lub robi paznokcie. Powiedziala, ze za tydzien zaprowadzi mnie do tego salonu i zrobi jakas fryzure i pokaze mi to miejsce. Podobno, wiezniarka moze zabrac swojego wizytujacego goscia do tej hali - zobaczymy za tydzien.

Gdy konczy sie pora odwiedzania (4pm), dziewczyny znowu sa zbierane na apel i odlicza sie kazda kolejno. Ania powiedziala, ze najbardziej czego ma dosc to, tych zbiorek i odliczania kolejno kazdego wieznia. Zapytalam ja ile zostalo jej odsiadki i ku mojemu zaskoczeniu oznajmila, ze za jakies 4-5 miesiecy powinna wyjsc na wolnosc, a w karcelu jest juz 1,5 roku. Powiedziala mi, ze kazdy wiezien w Peru, po 1/3 swojego wyroku moze starac sie o wolnosc, ale zeby tak rzeczywiscie sie stalo, musza miec dobrego prawnika, ktory caly czas 'popycha' papiery do przodu w sadzie i zalatwia wiele spraw zwiazanych z wczesnym wypuszczeniem wieznia: zalatwic kontrakt pracy i kontrakt na wynajem mieszkania takiej osobie. Dobry prawnik jest drogi, ale powiedziala, ze pieniadze odlozone na biznes, ktory chciala rozpoczac po powrocie z Peru, okazaly sie deską ratunku & pomoc rodziny. Zapytalam ją jak sie ogolnie czuje bedąc osadzoną w wiezieniu w obcym kraju. Odpowiedziala, ze odsiadywanie tego wyroku nauczylo ją doceniac zycie, swobode wyboru i relacje rodzinne. Powiedziala, ze gdy sie wyprowadzila z rodzinnego domu to dalej utrzymywala dobre relacje z mama, ale z perspektywy czasu widzi, ze zbyt zadko interesowala sie nią i sprawdzala co u niech slychac. Teraz odkąd jest osadzona, rozmawia z mama codziennie, chociaz na pare minut, zeby zapewnic mame ze wszystko z nią okej. Dala mi namiary na swoja mame na FB i zachecila, zebym napisala do niej o tym ze sie poznalysmy, ze jestem ŚJ, co zapewne jej mame ucieszy. Napisze do niej i zobacze co z tego wyniknie. Moze to byc wspaniala okazja wydania swiadectwa o niesamowitej pracy jaka organizacja Jehowy wykonuje w tych czasach...

Ania wydala mi sie bardzo milą, pozytywną, mlodą dziewczyną z przyjemnym usmiechem i do tego bardzo otwarta i przyjaznie nastawiona. Wogole nie pasowala mi do wizerunku kryminalistki uwiezionej na 5 lat w karcelu trzeciego swiata. Widac, ze stara sie miec pozytywne nastawienie i zachowywac pogode ducha mimo sytulacji w jakiej sie znalazla. W jej glosie dawalo sie wyczuc  spokój i optymizm. Czesto podczas rozmowy dodawala komentarze w stylu: 'ludziom na calym swiecie dzieje sie naprawde wielka krzywda, nie mają co jesc, gdzie spac; a ja mam wszystko co mi potrzebne do przezycia; a tu znalazlam sie ze wzgldu na moją swiadomą decyzje, wiec nie mam co na zycie narzekac; wiem ze moglo byc gorzej'. Dodaje: "Niektore dziewczyny czekaja juz 3 lata za kratkami, zeby wogole dostac orzeczenie z wyrokiem, a inne siedza tu pare lat za napady i rabunki. Na przyklad moja dobra kolezanka Peruwianka z tego karcelu. ze wzgledu na sytulacje ekonomiczną wplatala sie w gang, ktory robil napady i rabunki. Nie miala jak wyzywic swoich dzieci; potrzebowala pieniedzy wiec zadala sie z nieodpowiednimi ludzmi i teraz odsiaduje tutaj pare lat. Wielu Peruwianczykow, ktorzy zaangazowali sie w jakies kryminalne sprawy, zrobilo to ze wzgledu na skrajną sytulacje ekonomiczną. Nic tego nie tlumaczy, ale kazdy ma swoją historie, wiec nikomu nie jest tu lekko." W jednym z wiezien w Peru siedzi kobieta, ktora samotnie wychowywala trojke dzieci, ale za wzgledu na skrajne warunki, brakowalo jej pieniedzy na wyzywienie dzieci; prosila o pomoc w roznych instytucjach, ale zadne nie udzielily jej konkretnej pomocy. W rozpaczy i depresji podjela decyzje, ze otruje siebie i dzieci, zeby nie musialy cierpiec ubostwa i nedzy. Dodala trutke do jedzenia; dzieci sie potruly i zmarly, ale ona przezyla.... Teraz studjuje Biblie z naszymi siostrami, ale ciezko jej sobie wyobrazic, ze Bog moglby wybaczyc jej taki czyn. Jak blizej pozna Jehowe to zaufa slowom z Izajasza 1:18. Powiedzialam Ani, ze ludzie ostatnio zauwazaja zmiany na swiecie jakie zaszly w temacie wojen, polityki i teroryzmu czy tez katastrof naturalnych, bezrobocia lub ubostwa. Gdy rozmawiam z ludzmi, ktorzy nigdy nie znali proroctw Biblijnych o tym co sie ma stac, to i tak komentuja: 'Cos zlego wisi w powietrzu, tylko ludzie nie wiedza co to jest'. Wspomnialam jej ze osoby ktore studjuja Biblie dobrze wiedza 'co wisi w powietrzu' bo Bog nie okryl tego tajemnica, tylko dokladnie wyjasnil powody sytulacji w jakiej sie znalezlismy i z angielskiej Biblii (tlumaczac na PL) przeczytalam jej fragment z 2 Tym 3: 1-5 i zapytalam czy tez uwaza, ze takie postawy i zachowania sa ogolnie wszech widoczne w otaczajacym nas srodowisku.  Zgodzila sie z tym i wtedy dodalam, ze te niegatywne rzeczy musza sie wydarzyc, aby po tym nastapila calkowita zmiana sytulacji na lepsze; Biblia daje jednoczesnie wspaniala nadzieje na poprawe swiata i to juz w niedalekiej przyszlosci.

Ania powiedziala, ze najbardziej czego zaluje, z wyniklej sytulacji, to stanu emocjonalnego swojej mamy. Czuje, ze sprawila jej przykrosc i ból, ktorym towarzyszą strach i obawy o zycie dziecka ktore kazda matka zapewne czuje, wiedzac ze jej dziecko jest za kratkami... Zeby pomóc mamie radzic sobie z sytulacją, dzwoni do niej codziennie i dodaje: "Czuje, ze jej jest ciezej niz mnie, dlatego staram sie ją zawsze zapewniac, ze nie jest mi zle tutaj i ze sobie calkiem niezle radze." Ale tak naprawde, nikomu w karcelu nie jest lekko i zawsze poczatki sa ciezkie. Nie inacze bylo dla Ani: nie ma znajomych w Peru, rodzina daleko, nie miala ze soba nic oprócz 2 bluzek i jeansow. Komentuje: "Dobrze, ze mialam jakies wlasne pieniądze na wolnosci, bo inaczej nie wiem jakbym sie ogarnela tu na poczatku. Pozniej poznalam tu rózne dziewczyny, i na przyklad ta dobra kolezanka pomaga mi odbierac przelewy pieniezne poprzez swoich czlonkow rodziny i przynosza je do karcelu. Tak to nie mam tu nikogo, kto nawet taką banalną rzecz moglby dla mnie zrobic, a komu ufam". Zapytalam ja czy ma jakas prace w karcelu na czym moglaby zawsze jakis grosz zarobic. Powiedziala, ze wczesniej wyrabiala torebki, ale nie miala szans sperzedarzy, bo zawsze na wizyty przychodza te same osoby, a nie ma nikogo znajomego na wolnosci, kto moglby jej to zabierac i sprzedawac, wiec ogolnie nie utrzymuje sie w wiezieniu z pracy, tylko dostaje pomoc finansową. Tak jak i innym dziewczynom, bardzo nie smakuje jej wiezienne meni, i na pytanie jakiego polskiego jedzenia brakuje jej najbardziej, rzuca bez zastanowienia i z usmiechem "gołąbki"

Ania od kąd znalazla sie w Peru nie ma kontaktu ze swoimi dziadkami. Powiedziala, ze ma super dziadkow i zawsze utrzymywala z nimi kontakt, ale wstyd jej teraz zadzwonic do babci i porozmawiac, wiec woli nie dzwonic tylko zawita do dziadkow jak odwiedzi Polske. Rozmawialysmy chwile o jej odczuciach z tym zwiazanych i opowiedzialam, jak moi dziadkowie strasznie sie ucieszyli gdy do nich zadzwonilam po kilku dniach po przyjedzie do Peru; jak docenili fakt, ze zadzwonilam i ze daje im znac co u mnie, bo poprostu martwili sie i chcieli ode mnie uslyszec, ze wszystko okej. Zachecilam ją, zeby zrobila to samo i zadzwonila do swojej babci; ze napewno sie ucieszy i nie bedzie zadawac krepujacych pytan, o tym jak sie znalazla w karcelu, bo juz dawno wie od jej mamy. Podpowiedzialam jej, ze latwiej bedzie przelamac z babcia lady przez telefon, niz nagle pokazac sie w jej drzwiach po tak dlugim czasie milczenia. Ania zdecydowala, ze podejmie tą próbe w tym tygodniu, ze zbierze sie na odwage i zadzwoni do dziadków, na co z usmiechem powiedzialam "Przygotuj sie na to, ze babcia moze sie rozplakac slyszac ciebie", a Ania dodala: "Ja tez napewno bede plakac".

Siedzialysmy razem w pare osób pod namiotem, wiec czesto wplątywalysmy sie z Ania w rozmowy z resztą dziewczyn. W pewnym momencie dziewczyny zaczely spiewac piesni po angielsku i przylączylysmy sie do nich sluchajac jak spiewają. Nie obeszlo sie to bez komentarza dziewczyn, ze na nastepny raz musze przygotowac jakąs piesn po Polsku i zaspiewac z Ania... zobaczymy jak nam to pójdzie. Duzo rozmawialam z Ania opowiadajc jej jak w Peru ludzie są glodni duchowo i dlatego uslugiwanie na tym terenie sprawia mi wielka przyjemnosc, co tez bylo glównym bodzcem do przeprowadzki. Zapytalam sie jej czy chcialaby, zebym pokazala jej jak wygląda studium Biblii za tydzien jak odwiedze ją i z checia przystala na moja propozycje. Przez chwile mialam tez okazje porozmawiac z Giovana, ktora umowila sie ze mna na kolejny tydzien.

Spedzilysmy z Ania ponad 3hrs razem i bylo to naprawde przemile spotkanie z 'compatriota' w Peruwianskim karcelu. Ania powiedziala, ze w meskim odziale w Ancon siedzi 3 Polaków, których poznala w zeszlym roku. Dzisiaj przylecieli moi znajomi z UK, mloda Polska para. Wybieramy sie wszyscy w tym tygodniu do karceli. Kto wie, jakich jeszcze rodaków poznamy, my Polacy, w Peruwianskich karcelach.

Jedno jest pewne - dzielo gloszenia wrze, a prawda dociera nawet do tak odgrodzonych od swiata murami, korytarzami, kratami i bramami, miejsc jak Piedras Gordas. To niesamowite uczucie miec swoja cegielke w tym....






1 komentarz:

  1. Sarcia😀!! Niesamowite że Ani dziadkowie są Świadkami Jehowy!! Super ze zachęcilas ja żeby do nich zadzwonila.. już widzę radość i zaskoczenie na ich twarzach 😀😮
    Pozdrowienia dla pary z UK która dołączyła 😉 Dużo sił dla was i radości z tej niecodziennej służby!!
    Pozdrowienia dla Ani!!!

    OdpowiedzUsuń