Środa 18ty stycznia
każda wizyta w karcelu to nowe wrażenia i nowe twarze. Dzisiaj byłam drugi raz
w Piedras Gordas w Ancon. Pojechała z nami Melanie, z angielskiego zboru.
Zgłosiła braciom chęć uczestniczenia w służbie więziennej, więc czeka na wejściówkę
na 'religijny dzień’ i dziś pojechała z nami poznać więźniarki i więzienie.
podróż zajęła nam ponad 2hrs. Stoisz na nogach, w gorącu, ściśnięta między ludźmi jak sardynka, w 4 innych autobusach, ukrop, spoceni ludzie, niebezpieczne getto dzielnice, ludzie na nas patrzący - widzą żeśmy nie stąd, kurz, bród, korki, WC przy przystanku Ancon to komórka z zasikaną podłogą i dziurą, w którą masz trafić .... w karcelu stresująca przeprawa przez wszystkie bramy, zapytania i pieczątki a później betonowy zakurzony plac na słońcu, a ty płacisz za to, że usiądziesz pod parasolką na plastikowym krześle......
Daleko do idealnych warunków....
ale to wszystko naprawdę nie ma znaczenia, totalnie żadnego, wręcz staje
się wyczekiwaną ‘przyjemnością’, gdy w zamian dostaniesz godzinę lub dwie na
spędzenie czasu ze studentkami, naszymi siostrami za kratkami i możesz poznać
nowe twarze - potencjalne nowe studentki Biblii
odpowiadając na prośbę Vase, Keren nawiązała kontakt z jej dwoma córkami. Dziewczyny były bardzo wdzięczne za to i przesłały kilka swoich fotek & rodziny oraz napisały: "Uściskaj naszą kochaną mamę. Przekaż jej, że ją bardzo kochamy i tęsknimy. Nie możemy się doczekać aż ten horror się skończy i wreszcie znowu będziemy razem". Wydrukowałyśmy te zdjęcia & email i żeby przemycić dla Vase włożyłyśmy to w angielską strażnicę, która była moją osobistą kopią do czytania (gdyby strażnicy pytali...)
przy wejściu na plac, jest ostatnia kontrola, przy której możesz podać max 2 imiona więźniarek na jednego wizytującego. Ja podałam 'Vase i Mary Ann' z Filipin, która studiuje już 3 lata i szykuje się za jakiś czas na głosicielkę. Melanie musiała jakieś imię podać, więc Keren zapodała 'Giovana' - dziewczyna z Serbii, która zna się z Vase. Keren kiedyś ją poznała, gdy była na placu odwiedzających, zagadała do niej i powiedziała, że może przynieść jej czasopisma w Serbskim, na co ta się ucieszyła. Później a czasem udało się Keren zagadać z Giovaną, gdy ta wychodziła kupić coś ze 'sklepiku'. Keren nie jest pewna czy ktokolwiek kiedyś zaproponował jej studium i czy w ogóle z kimś rozmawiała o prawdzie. Keren bardzo rzadko widywała ją na placu; bo ta za często nie wychodziła w dzień wizyt - nikt nie przychodził jej odwiedzać. Od Vase miałyśmy jej pełne imię więc postanowiłyśmy tym razem ją zawołać na plac, żeby z nią porozmawiać i bliżej ją poznać.
na placu Sri Yanti & Mary Ann przywitały nas i zorganizowały stół, krzesła i parasol. Doszła do nas Sri Wan, która od razu zabrała się za masowanie moich przemęczonych Londynem pleców i przekazała mi moje okładki na Biblię i czasopisma. Rozmawiałyśmy chwilę z Sri Yan, która się rozpłakała mówiąc nam, że według papierów powinna być już na wolności od paru dni, ale wszystko jest spowolnione i nie wie, dlaczego. Powiedziała nam, że biurokracja peruwiańska jest tak powolna i niezorganizowana, że pewnego razu była wzywana aż 11 razy do sądu, żeby tylko usłyszeć, że na razie jej nie wypuszczą. Sri Yan ma 42 lata i dzieci na wolności, które nie mogą się doczekać aż się z nią zobaczą. Keren i inni bracia z angielskiego zboru bardzo ją chwalą, za to, że nie zwlekała z chrztem, aż wyjdzie na wolność, tylko oddała się Jehowie, będąc jeszcze za kratkami, co było ogromnym świadectwem dla całego karcelu i bodźcem dla innych studentek do dokonywania zmian.
nieopodal nas siedziała młoda dziewczyna o wschodniej urodzie i
dziewczyny nam podpowiedziały, że jest Ukrainką. Co jakiś czas zerkała w moją stronę,
bo pewnie wyniuchała lekko wschodni akcent, no i dołóż do tego moją słowiańską
twarz...
czekając na Vase, nagle podchodzi do nas strażniczka i wyjaśnia, że Vase źle się czuje i jest w swojej celi. Przekazałyśmy Sri Yanti 'przesyłkę' dla Vase, która z pewnością poprawi jej humor i za tydzień nam o tym opowie. Wtedy doszła do nas Giovana. Wysoka, szczupła dziewczyna w krótkich, na chłopaka ściętych włosach i urodą wschodnioeuropejską. Przywitałyśmy się z nią typowym latynoskim pocałunkiem w policzek i zaprosiłyśmy do stołu. Powiedziała do nas: "Gdy mnie zawołali na wizytę myślę sobie 'nikogo się nie spodziewam, ale wyjdę zobaczę kto to' i patrzę a to wy mnie zaprosiłyście". Przedstawiłam się jej i powiedziałam, że ostatnio poznałam Vase i słyszałam o niej, więc też ją chciałam poznać. Zapytała się skąd jestem i co tu robię oraz rzuciła zabawne pytanie "Co tam słychać na wolności?".
Zapytała się czy słyszałyśmy o strajku przed Ancon więzieniami przez ostatnie 5 dni. Powiedziała nam, że odkąd w męskim więzieniu obok, jeden z więźniów uciekł podszywając się pod swojego wizytującego bliźniaka, bardzo zaostrzyli ochronę [ info na: http://www.dailymail.co.uk/news/article-4119652/Prisoner-escapes-maximum-security-jail-drugging-visiting-twin-brother-stealing-clothes-walking-gates-place.html ]. Mówi: "Teraz cała ochrona obiektu jest zaostrzona przy wejściu i wyjściu". Powiedziała, że wcześniej, gdy udawała się na wizytę do doktora lub sądu, to zakładali jej tylko kajdanki na ręce, a teraz zakładają na ręce i nogi, skomentowała: "Jeszcze brakuje, żeby zakładali nam obrożę na szyję"...
zapytałam się jej skąd umie mówić płynnie po angielsku. Powiedziała, że samodzielnie się uczyła i na uniwersytecie miała też angielski. Wydała się nam bardzo oczytana i była na czasie ze wszystkimi politycznymi nowinkami ze świata: kto jest nowym USA prezydentem, co o tym mówi świat, co słychać w EU, Brexit. Powiedziała, że wczoraj jej siostra poinformowała ją o plotkach w Serbii i planach stworzenia nowej Jugosławii - koalicji narodów do której kiedyś należało 6 republic i dwie prowincje autonomiczne: Bośnia & Hercegowina, Macedonia, Czarnogóra, Serbia, Chorwacja, Kosowo i Wojewodina...
Giovana szybko nauczyła się hiszpańskiego, bo czytała dużo książek z więziennej biblioteki. Utrzymuje się w karcelu wyrabiając torebki ze skóry. Powiedziała, że znalazła się w Ancon z tego samego powodu co większość kobiet wokoło. Zapytałam się jej, ile jeszcze jej zostało wyroku do odsiadki i powiedziała, że powinna wyjść w lutym. Jej prawnik powiedział, że na 99% wszystko jest okej i że powinna wyjść niedługo, i po 2 tyg. mieć możliwość wrócić do domu. Zapytałam się jej jak to wygląda z załatwieniem sobie prawnika w Peru, skąd na to pieniądze itp., a ona, że to bardzo duże koszty, ale jej rodzina opłaca go, aby pomógł jej szybciej wyjść. Postanowiła pomóc samej sobie z umorzeniem wyroku i zaczęła studiować peruwiańskie prawo, mówi: "Musiałam poczytać prawo i wiedzieć, jak mam się bronić w sądzie. Nikt tam mi nie pomoże. Musisz też mówić po hiszpańsku w sądzie, nikt tam ci nie da tłumacza. Musiałam zacząć myśleć jak oni i użyć ich własne prawo, żeby szybciej wyjść. Większość z tych strażników tutaj w karcelu nie zna w ogóle peruwiańskiego prawa. W moim kraju, żeby być strażnikiem w karcelu trzeba skończyć akademię policyjną i mieć min rok doświadczenia w pracy policji w terenie, żeby dostać się do jakiejkolwiek pracy w karcelu, co dopiero jako strażnik. Oni tutaj pewnie nawet podstawowych szkół nie pokończyli, więc nie mają zielonego pojęcia o prawie swego kraju, akurat działa to na moją korzyść, bo znam je lepiej i to wykorzystuję". Opowiadała o tym jak sprawa jej wolności bardzo powolnie była załatwiana w Peru, przez powikłaną biurokrację. Jej ambasada jest w Argentynie, więc żeby w ogóle załatwić jej papiery z jej ambasadą zajęło to 6 miesięcy, i później, żeby doszły do sądu w Limie kolejne 3, także wszystko tu się załatwia żółwim tempem.
zaprosiłam ją do odwiedzenia angielskiego zboru w Miraflores w Limie, gdy znajdzie się na wolności. Opowiedziałam jej o zborze, że ja w nim jestem i zapytałam czy kiedyś była na takim zebraniu. Powiedziała, że nie, ale chętnie jak wyjdzie przyszłaby zobaczyć. Obiecałam, że na następny tydzień przemycę jej zaproszenie na naszą salę, żeby miała przy sobie adres. Zaproponowałam, że jak wyjdzie to możemy się z nią spotkać na lunch w dobrej peruwiańskiej restauracji. Odpowiedziała, że będzie jej bardzo miło i że chętnie się z nami spotka na wolności i dodała: "Słyszałam, że peruwiańskie jedzenie jest niesamowicie smaczne; nigdy nie jadłam, więc chętnie się z wami wybiorę na obiad". Sri Wan powiedziała do nas przy Giovanie: "Bardzo doceniam wasz wysiłek, który wkładacie, żeby nas odwiedzać tutaj. Musicie odbyć daleką trasę i spędzacie z nami czas tutaj w tej zakurzonej zagrodzie w spiekocie i słońcu. To jest naprawdę godne podziwu, że chętnie tu co tydzień przyjeżdżacie, żeby choć chwilę z nami porozmawiać. To jest prezent od Jehowy i zawsze Mu za to dziękuję. Byłam naprawdę w dołku i na wykończeniu psychicznym zanim was poznałam. Jehowa mnie przez was uratował". To był niezwykle usłyszeć takie słowa naszej kochanej głosicielki, i to przy innych zainteresowanych.
Właśnie wtedy w mojej głowie zaczęła dźwięczeć myśl, że aby usłyszeć takie coś od tych dziewczyn warto się na to wszystko zdobyć, żeby tu przyjechać co tydzień. Właściwie, przechodząc przez bramę wejściową do Ancon, już zapominasz o zmęczeniu trasą, którą się odbyło. Sri Yanti siedziała z nami i słyszała, jak komentuję powody moich wizyt w karcelu, że chętnie poznam kobiety ze wschodniej Europy i z nimi porozmawiam, gdy nagle mówi do Giovany: "Pamiętasz, jak ma na imię Polka, która tu siedzi? Taka bardzo młoda i ładna, która pracuje w salonie?" Sobie myślę 'Zaraz, czy ja się przesłyszałam, że tu siedzi jakaś Polka? To nie możliwe. Może im się pomyliły akcenty albo kraje.' Po chwilowej konsultacji doszły do imienia dziewczyny 'Ana' i powiedziały, że podobno jest pół Polką pół Dominikanką i że siedzi w Lime już kilka lat. Naprawdę mnie zaskoczyła ta wiadomość. Niesamowicie się ucieszyłam słysząc, że jest tu jakaś Polka. Powiedziałam im, że bardzo bym chciała się z nią poznać i mieć możliwość podzielić się z nią powodem moich wizyt w Ancon. Zależało mi bardzo, żeby dostać jej nazwisko, które musiałabym wspomnieć przy kontrolach wchodząc do Ancon, żeby ja wywołali z celi na wizytę, ale dziewczyny nie mogły sobie w ogóle przypomnieć jej nazwiska.
nagle o 4pm rozlega się donośny nieprzyjemny sygnał, alarmujący, że to koniec wizyt. Zszokowana Giovana, tym, że czas tak szybko upłynął, mówi do nas: "Przyjdzie dziewczyny szybciej za tydzień to spędzimy więcej czasu i sobie pogadamy dłużej". Chyba nas polubiła 😁 Umówiłyśmy się na kolejne spotkanie z Giovaną za tydzień. Chciałabym się dowiedzieć coś więcej o niej i zapytać ją czy miała kiedyś kontakt ze świadkami, czy jest religijna i co sądzi o naszych wierzeniach.
Wychodzimy z placu wizyt i stoję w kolejce do sprawdzenia bloczka i
pieczątek, patrzę a nagle ta młoda dziewczyna idzie z innego korytarza w moją
stronę, gdy nagle strażniczka ją zatrzymuje i zamyka za kratkami parę metrów
ode mnie. Nie mogła w tym momencie wyjść do korytarza, gdzie byłam ja, bo
właśnie zaczynało się wypuszczanie wizytujących, więc nigdzie wokoło nie mogą
się kręcić więźniarki. Nie mogłam jej dojrzeć zbytnio ze względu na to, gdzie
stałam w kolejce i gdzie ona za kratkami była schowana, gdy nagle słyszę po
polsku wołanie: "Hej. Kiedy znowu tu będziesz?" Zobaczyłam kawałek
jej twarzy za kratkami, uśmiechnęłam się do niej i mówię:" Mam na imię
Sara. Będę tu za tydzień. Podaj mi twoje nazwisko to wezwę Ciebie i się
spotkamy". Wykrzyknęła mi swoje nazwisko, ale stałyśmy daleko od siebie i
nie mogłam dosłyszeć, plus brzmiało jakoś nie-polsko więc nie byłam pewna
pisowni i krzyczę do niej: "Powtórz proszę, bo nie wiem, jak zapisać"
na co ona się uśmiechnęła i mówi: "Wytłumaczę ci, dlaczego takie nazwisko"
a strażniczka obok mnie widząc, że nie wiem, jak zapisać jej nazwisko podała mi
odpowiednie literki i krzyknęłyśmy do siebie z Anią "Do zobaczenia za
tydzień". Nie mogłam uwierzyć, że to się właśnie stało. Że tak nagle wpadłyśmy
na siebie z Anią. To nie mógł być przypadek.
w drodze do wyjścia z karcelu, każda z nas opowiadała o ciekawych
rozmowach przeprowadzonych z dziewczynami za kratkami. Dla Melanie to
była pierwsza wizyta w tym karcelu i równie jak ja podekscytowana opowiadał o
swoich wrażeniach i rozmowach, które przeprowadziła z więźniarkami. To była
naprawdę niesamowita wizyta; nawiązałyśmy miły kontakt z Giovaną i do tego
znalazłam Polkę siedzącą w Ancon. Z domu wyszłyśmy o 12.30 a wróciłyśmy o
7.30pm, więc był to naprawdę długi dzień i czuję się zmęczona, ale nie mogę
powstrzymać mojego podekscytowania po odwiedzeniu Ancon.
już mam przygotowane czasopisma dla Ani po Polsku, które wzięłam ze sobą
z UK. To spotkanie to będzie naprawdę coś i nie mogę się go doczekać 😊. Za każdy taki dzień dziękuję Jah, że się właśnie tu znalazłam i że
mogę wykonywać tą pracę. Nic nie daje większej satysfakcji niż czuć, że jest się
przydatnym w organizacji Jehowy!!!

w myśl z Izajasza 52:7 'jakże pełne kurzu i brudu są na górach Ancon stopy tego, kto przynosi dobrą nowinę' .... 😂😂😂😂











Super to doświadczenie. Budujące i fajnie, że jest tam ta polka. Powodzenia z nią za tydzień ��
OdpowiedzUsuńMagda
Hej Sarcia :) Jesteś bardzo odważna odwiedzając wiezniarki osadzone w karcelu! Widać że Jehowa jest z Tobą!Niesamowite jak udało Ci się umówić z Anna!Bardzo to nas buduje! Pozdrów siostre Sri Yan i przekaż że modlimy się za nią żeby wyszła na wolność! Przepiękne pokrowce uszyla dla Ciebie Sri Wan :) Ja też takie chce!!! ;-)
OdpowiedzUsuńWielu sił i błogosławieństwo dla Ciebie Sara!! Ściskam.. Rogulscy:)
Wzruszyłam się czytając tą relacje
OdpowiedzUsuńjestem z Ciebie dumna <3