Dawno, dawno temu; za Andyjskimi górami, za lasami i
głębokimi dolinami, między rzekami i jeziorami, na wysokiej górze, we wysokiej
wieży………
Okej… Chyba się zagalopowałam i lekko przesadziłam…. Przecież
to nie żadna baśń czy też bajka na dobranoc lub historia wymyślona i z palca
wyssana…..
to jest prawdziwa historia, którą wam dzisiaj opowiem…. W
sumie cały początek aż do ‘we wysokiej wieży’ - zgadza się z faktami… no to
zacznijmy jeszcze raz ….
Za Andyjskimi górami, za lasami i głębokimi dolinami, między
rzekami i jeziorami, w Huilloc na wysokiej górze, w małej lepiance mieszka
sobie rodzinka. To właśnie o niej wam dzisiaj opowiem. Jest to na tyle wyjątkowa
rodzinka, a w szczególności te dzieci, że zasługują na swoje własne miejsce na
moim blogu. Chciałabym też zapoznać was wszystkich z wysiłkami i wspaniałą
pracą, którą wykonują nasi przyjaciele ze zboru, odwiedzając co tydzień te
wyjątkowe dzieci z Huilloc.
Dziś zabieram was ze sobą do Huilloc do rodziny Bautista–
przyda się ciepła herbata, plecak i dobre buty do wspinaczki
No to ruszamy…
![]() |
| Jedno z pierwszych zebran Loudres. Razem z braciszkiem ubrani w storje ludowe z Huilloc (2016) |
![]() |
| Valeria z Loudres (2016) |
Misael z dziecmi pokazuja znak 'Milosc' w Peruwianskim migowym
(od gory Josue, Loudres, Boris i Orfelina)
Filmik pozyczony od braci z migowego w Cusco, ktorzy byli w odwiedzinach u Loudres
Rodzina Bautista na dzień dzisiejszy skałda
się z mamy, taty i szóstki dzieci: najstarszy Josue (14 lat), Laudres (11),
Boris (6), Orfelina (4), Rosas (2) i Franco (roczek). Parę lat wstecz było
jeszcze jedno dziecko, miedzy Loudres a Boris, które zmarło będąc kilkumiesięczne.
Zachorowało na grypę i w Huilloc nie było lekarstw na zbicie gorączki, więc
malutki umarł. Podobno Rosas mi imie po tym
dzidziusiu.
Lourdes nie posługiwała się
językiem migowym – nikt jej nie nauczył. W rodzinie dogadywała się z wszystkimi
na swój sposób, ale ani ona, ani nikt tam nie posługuje się migowym. Dziewczyny
na tyle na ile mogły wytłumaczyły, że przyszły nauczyć Loudres języka migowego,
po czym chciałyby jej przekazywać wiedze biblijna podczas studium. Mama się
zgodziła i wyraziła chęć, aby studiować także z innymi dziećmi. Tego samego
dnia, popołudniu rozpoczęto studium z Laudres, a może raczej naukę migowego,
przy pomocy broszury. Na kolejne odwiedziny dziewczyny się wybrały z Misaelem,
który posługuje się językiem Qechua. Na studium wyraziła chęć cala rodzina. W
taki oto sposób Misael rozpoczął stadium biblijne w Qechua z rodzicami, Josue i
Borisem. Orphelia była wtedy jeszcze malutka, a Rosas dzidziusiem. Gdy Rosas
podrósł, także się okazało, że ma wrodzoną wadę jak Laudres i jest głuchoniemy.
Dzisiaj
ma dwa latka i Sara go uczy podstaw migowego. Jak podrośnie ze swoją o 2 lata starsza
siostrzyczka Orfelina to też pewnie będą studiować.
W 2016 Valeria rozpoczęła uczyć Loudres języka migowego, i po
jakimś czasie mogła rozpocząć naukę biblijną z dziewczynka. Niedługo później ojciec przestał
studiować ze względu na kościół we wiosce i jego problem z alkoholem. Jednak
nie ma nic przeciwko, żeby reszta rodziny studiowała i bardzo ceni fakt, ze
Świadkowie Jehowy przychodzą ich odwiedzać tak daleko wspinając się tak wysoko.
Rzadko jest w domu, gdy przychodzimy, bo pracuje całe dnie, ale gdy na niego
trafimy to zawsze jest bardzo miły, chwilkę pogada i bardzo dziękuje że przyszliśmy tak
daleko odwiedzić jego dzieci.
Życie tych dzieci nie jest lekkie tam w górach. W oknach nie ma szyb, tylko worek plastikowy, a zimą spada temperatura poniżej zera i w sierpniu są straszne wiatry, które nawiedzają tę część gór. Za dnia zaś piekące słońce i gorąc daje się ostro we znaki. Dzieci tam nie używają żadnych kremów itp bo rodziców po prostu na to nie stać, plus nie uznają kosmetyki za ważny element przetrwania. Suche od zimna i spalone od słońca buzie zaznacza popękana na policzkach skora.
Gdy przyszłam pierwszy raz to miałam tylko ochotę je
wszystkie kremować od przyjścia do wyjścia. Jak wyciągnęłam jabłka i banany to
aż oczy im się świeciły i przytulały mnie co chwilę za te owoce. Miałam ciepłą
herbatę i chciałam się z nimi podzielić, więc poszłam do kuchni a tam wszystko brudne, umorusane....
Opłukałam ich kubeczek i piły ciepłą herbatę i się cieszyły jakby dostały
jakieś prezent.... Sobie pomyślałam “Następnym razem przyniosę im chyba siatkę
tych owoców.
Dom składa się z dwóch izb — jedna to prowizoryczna kuchnia a
druga to 'stołowy' i za ceratą 3 łóżka obok siebie gdzie śpi cała rodzina
(8-osobowa). Nie mają ubikacji-chodzą po prostu gdzieś za krzaki. Woda to na
dworze szlauf. Dlatego mycie się nie przychodzi im jako naturalna i regularna
rutyna-dzieci mają stópki mega brudne i ciuszki też. Nie ma tam telefonu, zasięgu a o WiFi to sobie można pomarzyć; ludzie tam po prostu tego nie
używają, bo nie ma, ledwo kto ma telefon komórkowy. Jednak wszyscy szczęśliwi,
dzieci się bawią razem, przytulają, pomagają przy owcach i innych zwierzętach.
Kochane bobasy i szczęście niezmącone przez komputery i cywilizacje, technikę i
pieniądze.
Wspinając się w górę i obserwując te cudowne widoki, góry,
zieleń – wspaniale twory Jah, już czujesz że będzie to genialny dzień, ale to
jeszcze nic, najlepsze jeszcze przed tobą. Po tej długiej wspinaczce na koniec
otrzymujesz 'the best' nagrodę — te dzieci wybiegają na spotkanie i się rzucają w
twoje ramiona... Wtedy na maksa zapominasz o niezłym wysiłku fizycznym, którego
właśnie dokonałeś – wydaje ci się czymś banalnym i niczym w porównaniu ze
spędzaniem czasu z tymi dzieciaczkami. Zawsze jak się wspinam tam do tego domku
to se myślę: “Wow, to dopiero życie prowadzę. Nie ma sobie równych. Kocham moje
życie, to co robię i to gdzie jestem”. Coś jakby, bycie tam wysoko w górach przybliżało cię do
‘domu’ Jehowy.
Lourdes ma teraz 11 lat i jest głuchoniema od urodzenia. Sara
stara się studiować z Loudres regularnie, więc co tydzień odbywa tą ciężką i mozolną podróż i
wspinaczkę. Normalnie komuś z dobrą kondycją zajmuje wejść tam półtora godziny,
ale czasem przeze mnie zajmuje to nam 2hrs - uwierzcie na wysokości 3800<4000m
npm nic
nie przychodzi łatwo (nie byliśmy w stanie dostać dokładnych współrzędnych chatki tych dzieciaczków, ale wioska
Huilloc jest na wysokości 3550m npm). Także co tu dużo mówić – niezły spacerek.
Loudres czasem się zdarzy, że przyjedzie tak daleko na zebranie do Urubamby i udaje się jej przybyć na pamiątkę od kąd Valeria ja spotkała i zaczęła z nią studium. Przybycie tych dzieci na zebranie lub pamiątkę to cala zorganizowana akcja – trzeba je odebrać i przebyć trasę, ogarnąć jedzenie i nocleg, bo wieczorem nie ma już transportu do Huilloc. Także ze strony Sary i Misaela jest to dużo organizacji i poświęcenia, aby pomoc tym dzieciom być na takim spotkaniu
Odkąd mam styczność z językiem migowym w Peru, dowiedziałam się ze to nie jest szybki i łatwy proces pomoc głuchoniemej osobie posiąść wiedze biblijna i pomoc jej zrozumieć Biblie i wymagania Jehowy. Większość głuchoniemych, bez względu na wiek, w Peru na prowincji, nie posługuje się językiem migowym. Nigdy nie poszli do szkoły i nie ma tu dla nich zbytnio takich szkol (najbliższa w tej prowincji jest w mieście Cuzco). Każdy głuchoniemy wiec sam sobie tworzy jakiś swój rodzaj języka z rodzina – jest to wymyślony przez nich zestaw znaków służący za podstawową komunikacje z najbliższymi.
Sara mi często mówi ze cos co ja niesamowicie motywuje
regularnie, co tydzień powracać tam na ta górę to, to że Loudres robi niesamowite postępy i kocha
Jehowę i studiować. Zawsze się cieszy, gdy przyjdziemy i zostawia każdą prace,
którą by właśnie wykonywała, aby poświęcić nam cała swoja uwagę. Bardzo mądra z
niej dziewczynka. Oprócz pracy na roli i przy owcach opiekuje się swoim
młodszym rodzeństwem, gdy mama wyrabia ręcznie obrusy na stół lub nie ma jej w
domu – co zazwyczaj ma miejsce, gdy tam jesteśmy.
Gdy Loudres ma studium, zbiera się całe rodzeństwo, które
jest w domu, aby z nami usiąść i posłuchać. Czasem młodsze bobasy po chwili są
niesforne, bo chciałyby, żeby im tez poświęcić uwagę, wiec Loudres je ustawia
do porządku i pokazuje, że Jehowie się to nie podoba, że przeszkadzają jej w
studium. Uczy ich składać raczki do modlitwy i obserwować co się dzieje na
studium. Naprawdę uroczy widok obserwować te dzieciaczki. Zawsze staramy się ze
sobą mieć tablet, aby dzieciom pokazywać nasze filmiki z JW.org, które
uwielbiają i oglądają po kilka razy te same w Keczua albo po hiszpańsku.
Aby pomóc Sarze w prowadzeniu studium w migowym, staramy się brać jakiś minimalny udział w studium. Zazwyczaj Sara po drodze uczy nas jakiegoś paragrafu z broszury lub wersetu. W ten sposób możemy pomóc Sarze i mieć udział w nauczaniu. Loudres tez się strasznie cieszy, gdy ktoś próbuje migowego ze względu na nią. Ostatnio mówiłam końcową modlitwę w migowym – stresujące to było, ale mam nadzieje ze Loudres zrozumiała ogólny sens mojego migania. Dzięki temu nauczyłam się już sporo znaków w migowym i choć troszeczkę mogę pomoc. Ze względu na koszty rzadko ktoś inny z migowego jest w stanie towarzyszyć Sarze do Huilloc, więc często nie ma z kim iść do Loudres, bo dla przeciętnego Peruwiańczyka 10 soli wydać tylko na transport, co tydzień, to duża kwota. Z tego względu umówiłam się z Sara, ze co drugi weekend idę z nią do Huilloc, albo czasem opłacę transport kogoś z migowego, żeby mógł towarzyszyć Sarze do Huilloc, żeby nie szla sama. Nie umiem migowego, ledwo co liznęłam, ale pełna podziwu pracy, którą wkłada Sara w odwiedzanie tych dzieci, jestem wewnętrznie poruszona i motywowana, aby chociaż w ten sposób wesprzeć to dzieło. Sara jest dla mnie niesamowitym przykładem wytrwałości i poświęcenia w służbie dla Jah. To naprawdę błogosławieństwo być otoczona takimi fajnymi ludkami.
Po takim studium i spędzeniu czasu z dzieciaczkami szkoda ci
je opuszczać, ale trzeba się udać w drogę powrotna, bo transport z Huilloc
nigdy nie jest pewny i nie ma określonych godzin. Także zawsze jest na
chybił-trafił z powrotem do Ollantaytambo. Dzieciaczki tulą mnie parę razy na
pożegnanie. Schodzę z góry i sobie myślę “Nie mogłam lepiej wykorzystać tego
dnia”. Myślę, że się zgodzisz ze mną, że Jehowa jest niesamowity i super fajny,
że na końcu świata na szczycie góry odnalazł tę rodzinę i te dzieciaczki.
Loudres na Pamiatce w 2019
Kończę pisać ten post i właśnie w komputerze padło na
piosenkę z broadcastingu, pierwsza, która wyszła ‘ The best life ever’.
Znam ja po angielsku i sobie śpiewam oryginał i myślę jak bardzo jestem
wdzięczna Jehowie, że używając swojego Słowa i przyjaciół w organizacji, parę
lat temu pobudził mnie do tych zmian w życiu. Wyjść poza swoja strefę komfortu.
Rzucić prace, karierę, i wygodne życie w Londynie. A w zamian dostać i przeżyć takie
doświadczenia jak te, które wam opisuję tu na tym blogu. Oh, gdybym tylko miała czas, aby je
wszystkie Wam opisać…
I nagle słyszę jak w piosence śpiewa “This kind of life gets
better every day, every way. I wanna live for more than me. That is the best
feeling ever (wybaczcie nie znam tego tekstu po PL- ale wy pewnie tak…). I
sobie myślę, że te słowa idealnie opisują moje odczucia co do tego, jak wyglada
teraz moje zycie. Jedyne czego żałuje to ze nie wydarzyło się to wcześniej; że nie zdobyłam się
na te zmiany o wiele wcześniej. Bo odkąd żyje tym życiem to jak w piosence
śpiewa, takie życie z każdym dniem staje się lepsze i bogatsze. Otwiera przed
nami nowe furtki do miejsc, doświadczeń i przeżyć, których się nie
spodziewaliśmy. Wiem, że nie każdy może usługiwać na innym terenie, w innym
kraju lub nawet w innym języku. Każdy ma inne warunki. Oprócz Jehowy tylko Ty
jeszcze dobrze wiesz, czy to, co robisz teraz to wszystko, na co Ciebie stać,
czy też możesz zrobić cos więcej. ‘Przeprawić się do Macedonii’ to może być
zwiększony udział w służbie, nauczenie się nowego języka, podjecie służby
pomocniczej lub stałej, zapisać się do RKB/LDC i lista nie ma końca. Teraz w
organizacji Jehowy jest tyle możliwości, ze nie skorzystać z tego, jeśli leży
to w zasięgu naszej reki, to jak stracić i zaprzepaścić życiowa szansę; szansę raz na milion.
Wiem ze rzeczy, sprawy itp, które poświeciłam na życie, które
teraz wiodę, nie mają absolutnie żadnej wartości w porównaniu z tym, co
dostałam w zamian od Jah. Jak ap Paweł powiedział - ‘są sterta śmieci’. Gdybym
mogla jeszcze raz to zrobić, zrobiłabym to samo za każdym razem, tyle że
wcześniej i szybciej.
Także, jeśli chcesz w swoim życiu zrobić cos więcej dla Jehowy niż to, co robisz teraz, bo wiesz, że możesz, i że to tylko
zależy od ciebie czy tak sie stanie, to właśnie tobie cytuje ostanie słowa z
piosenki: “Come with me, you see: ‘this is the best life ever’. “
Galeria - niech zdjęcia i filmiki same za siebie opowiedzą ta historie:
















































































































































Wzruszająca historia Sarciu!! Niesamowite miejsce i cudowne dzieciaczki❤ To wspaniale ze mają Was i Jehowę. Niech nasz Kochany Stwórca dalej błogosławi Wasze wysiłki!!
OdpowiedzUsuńZachęciłaś mnie żeby robić więcej 😘😘
Sarunia, dzięki za podzielenie się Waszą wspaniałą historią i podróżą (dosłowną i w przenośni😁)! Jesteście niesamowici i Jehowa waszej niesamowitości błogosławi!! 😍
OdpowiedzUsuńUściski dla Sary i Misaela!! ☺
Pierwszy raz czytam tego bloga :-) to co piszesz jest naprawdę niesamowite i motywujące i wzruszające, szczególnie kiedy jest mowa o tych dzieciaczkach głuchoniemych
OdpowiedzUsuńJehowa troszczy się o wszystkich i pobudza do działania takie osóbki jak Ty.:-) psalm 27:14
Coś Wspaniałego . Piękne i Budujące . :)
OdpowiedzUsuń♥️
OdpowiedzUsuń