
'Karcel' to w języku Español ‘więzienie’. Głoszenie w Peruwiańskich więzieniach jest bardzo rozwinięte i zorganizowana przez naszych braci w Peruwiańskim Betel. Do wielu więzień w Limie wyszkoleni bracia i siostry, mają specjalne karty wejściowe i konkretne dni, w których odbywają się zebrania/mini zgromadzenia, a nawet chrzest. W więzieniach dla kobiet w Limie, najwięcej odsiadujących wyrok to cudzoziemki, które siedzą za przemyt narkotyków. Te kobiety dzielą się często na 2 grupy: te które się zgodziły na przewiezienie paczki z Peru do np. Europy (najczęściej) i grupa kobiet, które były wrobione w przemyt (podrzucone paczki do walizek lub 'niechcący' powiązane z przemycającymi).
Od paru dobrych lat to właśnie Peru góruje na liście produkcji kokainy, która odbywa się w Peruwiańskiej dżungli. Gazeta Wyborcza podaje informacje że np. 6kg tego narkotyku jest warte £300 tys. (3kg prawie 1mln złotych). Chęć szybkiego wzbogacenia się i łatwe pieniądze są często pułapką, w którą wielu Europejczyków wpada, gdy chodzi o przewiezienie paczki np. z Peru do Europejskiej stolicy. Najbardziej popularną z Peru trasą jest właśnie Amsterdam.
Gdyby tylko chodziło o głupotę czy desperację
przemytnika za którą pójdzie siedzieć … ale co gdy za kratkami znajdzie się
niewinna osoba, która nic nie wiedziała i nie miała wspólnego z przemytem, ale
przemycał podróżujący z nią przyjaciel?
Właśnie dzisiaj w karcelu "Piedras Gordas' poznałam Vase, która opowiedziała mi swoją historię...
Jeśli masz nerwy to przygotuj się, bo zabieram ciebie na wizytę do jednego
z najbardziej restrykcyjnych więzień Ameryki Poludniowej!
Dzisiaj odbyłam pierwszą wyprawę do Peruwiańskiego karcelu. Doświadczenie, na które czekałam ponad rok, gdy już w 2015 Keren obiecała mnie zabrać na swoje studia z więźniarkami. Dojazd do więzienia to całkiem niezła wyprawa. Od domu Keren do samego więzienia w Ancon (obrzeża Limy) zajęło nam 2hrs w jedną stronę. Czas widzenia który miałyśmy ze studentką to 1hr. i oczywiście ponad 2hrs, żeby wrócić...
Zbierając się na wizytę dostałam od Keren szczegółowe instrukcje co do ubioru i zawartości torebki. Nie mogłam mieć na sobie żadnej części ubioru w kolorze czerwonym lub czarnym. Do samego więzienia nie można wziąć żadnych rzeczy elektrycznych ani ostrych. Lepiej nie ubierać żadnej biżuterii, nie można mieć czapki, zegarka, okularów słonecznych, sznurówek, paska i jest wymagane, że wszystkie odwiedzające mają ubraną spódnicę. Spódnica musiała być o długości między kolana a łydki, nie może być ani do kolan, ani do kostek – tylko taka długość pomiędzy. Pewnie chodziło też o to, aby nic nie przemycić pod spódnicą. Dodatkowo dzięki temu dla pracowników więzienia, łatwo było rozróżnić więźniarki (wszystkie miały spodnie) od odwiedzających, które miały spódnice...
Do tego więzienia w dzień wizyt nie mogłyśmy wziąć żadnej literatury, ani Biblii. Takie rzeczy można tylko przynieść na 'dzień religijny', na który tylko idą wyznaczone siostry, które mają wejściówki. Wtedy odbywają się zebrania, itp. Keren powiedziała, że ostatnio to więzienie stało się bardzo rygorystyczne w tych sprawach. Była niedawno jakaś akcja, że brat osadzonego podszył się pod niego i więzień wydostał się na zewnątrz udając swojego brata, z którym się podmienił. Także zrobiło się jeszcze bardziej restrykcyjnie.
Aby dostać się tam, jechałyśmy 4 autobusami i na koniec pod samo więzienie truk
trukiem. Musiałyśmy przejechać przez biedne i niebezpieczne dzielnice Limy, w których
Keren cały czas pilnowała mnie i mojej torby, choć ubrałam się na maxa
zwyczajnie i miałam prostą & szmacianą torbę, żeby jak najmniej zwracać na
siebie uwagę. Choć, trzeba przyznać, że moje blond włosy, blada twarz i
niebieskie oczy wcale nie pomagają w kamuflażu i ciężko mi się wtopić w otoczenie,
gdziekolwiek bym się nie pokazała …
Na końcu trasy, w dość bezludnym miejscu, gdzie wysiadłyśmy, stanęłyśmy przed drogą prowadzącą do więzienia skrytego za pagórkami. Nie mogłyśmy wziąć ze sobą telefonów itp. wiec zostawiłyśmy nasze torebki u pana, który ma stragan przy drodze do karcelu. Ten pan jest już przez nasze siostry sprawdzony i opiekuje się rzeczami braci/sióstr którzy idą odwiedzić więzienia. Przy odbiorze rzeczy daje się mu 1 sola za pilnowanie torebek. Ten pan bardzo docenia pracę, którą Świadkowie Jehowy robią, więc robi nam przysługę i dogląda telefonów itp., gdy my odwiedzamy karcel
Po paro-minutowej podroży w podskakującym pojeździe na częściowo
asfaltowanej drodze, mijasz niebieskie więzienie dla mężczyzn i dojeżdżasz do
bramy więzienia dla kobiet. Stoisz w bardzo długiej kolejce kobiet czekających na wejście i swoje odwiedziny. Wpuszczają tylko określoną liczbę kobiet na daną godzinę odwiedzin. Jeśli nie zmieścisz się w tej liczbie, która wpuszczą przez wielką bramę to stoisz w piekącym słońcu i czekasz na kolejną godzinę wizyt. Najpierw wchodzi się z paszportem przez wielką główną
bramę, strzeżoną przez paru strażników. Potem weszłyśmy do budynku, w którym
odbywa się główna ’ceremonia wizyt’: oddajesz paszport, wpisują w kompa twoje
dane, podajesz imię więźniarki & powód wizyty i dostajesz pierwsze pieczątki.
Już na tym wstępie miałyśmy problem. Pan strażnik nie chciał nas wpuścić, ponieważ
kazał Keren podać imię więźniarki, którą Keren za pierwszym razem 2 lata temu odwiedziła,
a było ono wbite na systemie. Pierwszy raz Keren miała taki problem. Osoby, które
odwiedza na studium w przeciągu lat się zmieniają więc nie pamiętała tego
imienia, tym bardziej że z tamtą kobietą akurat nie miała studium, tylko odwiedziła parę
razy. Po wielu negocjacjach i tłumaczeniach, że nigdy nikt jej nie pytał o to imię, strażnicy choć z niechętną miną, to pozwolili nam iść dalej. Keren musiała podać jedno imię
(osoby, którą idzie teraz odwiedzić) a ja inne. Podałam imię innej więźniarki, którą szłam odwiedzić; Vase - Keren studentka. Trochę pomieszałam nazwisko Vase, ale w końcu i mi pozwolił
wejść, choć rzucił na odchodne "Tym razem was wpuszczam". Pierwszy
raz obsługiwał Keren ten właśnie strażnik, a jeździ tam co tydzień. Keren mi później
powiedziała, że ten dowodzący strażnik chciał wyłudzić od nas kasę, dlatego robił
problemy. Zobaczył moją białą europejską twarz i pewnie liczył na łapówkę. Keren wyjaśniła mu, że jesteśmy ŚJ i co robimy, więc w końcu nas wpuścił
do środka.
W kolejnej hali pokazałyśmy zawartość torebki. Nasze zostawiłyśmy na dole z panem, więc ze sobą tylko miałyśmy białe siatki zakupowe przezroczyste w których była woda, chusteczki, paszport & pieniądze. W tej hali poszło szybko, bo w siatkach nie miałyśmy praktycznie nic. Podchodziło się do stołu strażnika, otwierało siatkę czy torbę; podotykał w środku i szło się dalej. Keren, jeszcze w domu tłumaczyła mi jak to ważne, żeby nie mieć przy sobie żadnego USB albo SIM karty do telefonu itp. Powiedziała, że gdyby znaleźli przy mnie któreś z tych, to bym poszła siedzieć na min 6 miesięcy za 'próbę przemytu' niedozwolonych rzeczy. Uznali by to za chęć współpracy z więźniami, czyli przestępstwo. Opowiedziała mi przykrą sytuację, gdzie jedna z sióstr z hiszpańskiego zboru zapomniała, że w kieszeni kurtki miała jakiś stary SIM do telefonu i gdy ją przeszukiwali strażnicy przed wejściem do więzienia to znaleźli SIM i została skazana na 6 miesięcy odsiadki. Zamknęli ją właśnie w tym więzieniu, które odwiedzała. Także wyobraźcie sobie jak dobrze wszystko sprawdziłam przed wyjściem z domu; portfela wolałam nawet ze sobą nie brać… I na całe szczęście, bo gdy po powrocie z więzienia układałam w portfelu swoje rzeczy, w jednej z kieszonek znalazłam moją angielską SIM kartę do telefonu, o której totalnie zapomniałam.
Po przejściu przez halę, szło się do strażniczki, która w zamkniętym pokoju, każdą z nas z osobna, przeszukiwała, nasze ciuchy itp., jak na lotnisku, ale bardziej dokładnie. Powiedziano mi, że bardzo dokładnie tam sprawdzają kobiety, zaglądając dosłownie wszędzie, bo jest mnóstwo przypadków kobiet przemycających telefony i sim karty w różnych ‘dziwnych’ miejscach. Keren szła pierwsza, i powiedziała tej pani kim jesteśmy, więc, gdy przyszła kolej na mnie to sobie tylko szybko zaglądnęła pod moją spódnice i zapytała, czy znam Vase, która idę odwiedzić. Keren mi dużo opowiadała o Vase, więc cichym głosem odpowiedziałam “Unpoco” – malutko i pozwoliła mi iść dalej. Łącznie przeszłyśmy przez około 15 bram (które po godzinach wizyt są pozamykane), i 6 z nich było punktem, w którym kolejni strażnicy sprawdzają plastikowy bloczek z numerkiem, który dostajesz na samym początku, i przybijają kolejne pieczątki na ręce. Bez tych pieczątek nie wyjdziesz z tego więzienia.
Po
jakimś 10-cio minutowym spacerze wchodzisz na wielki plac na świeżym powietrzu,
ogrodzony wielkimi jasnymi betonowymi murami, nad którymi wartują strażnicy,
schowani w swoim budynku. Wokoło placu były porozstawiane stoliki z parasolami.
Strażniczka, z budynku za nami, wykrzyknęła głośno imiona osób, które przyszłyśmy
odwiedzić. Dużo osób znało i witało tam Keren. Pierwsze do nas podeszły młoda
Litwinka i Filipinka, które studiują po hiszpańsku z siostrami, które są
wyznaczone z hiszpańskich zborów w Limie do tej służby. Młoda Litwinka (20-25
lat) była bardzo sympatyczna, pogadałyśmy chwile po angielsku i mogłam jej powiedzieć
parę słów po litwińsku, które znałam; więc wyściskała mnie na odchodne i odeszła
z Filipinką.
Właśnie wtedy podeszłyśmy do Vase, bohaterki mojego posta, z którą Keren ma
studium
Zobaczyłam szczupłą, zaniedbaną, niską kobietkę w okularach
i bez paru przednich zębów. Vase ma 44 lat i jest z Serbii. Odsiaduje swój
wyrok już 5 lat i 4 miesiące. Na przywitanie uściskała nas i zaprosiła do stolika,
przy którym siedziała. Musiałyśmy zapłacić po 1 sol za krzesło, żebyśmy mogły usiąść
i pod parasolem w cieniu porozmawiać. Vase mówiła dobrze po angielsku, więc mogłyśmy
się wszystkie swobodnie komunikować. Stolik, przy którym siedziała Vase był
prowizorycznym ‘sklepikiem’ – na stole był wyłożony suchy prowiant i owoce.
Vase pomaga kobiecie, która odwiedza karcel, sprzedawać prowiant i świeże
owoce/warzywa w środku budynku. Więźniarki nie lubią okropnego jedzenia, które podają
w karcelu i próbują sobie same coś kombinować do zjedzenia, więc jest popyt na świeże
owoce/warzywa i suche zupki, które można zrobić w mikrofali – jedyny przyrząd
kuchenny, z którego mogą korzystać.
W Peruwiańskich więzieniach jedyne co więzień dostaje to łóżko z materacem. Wszystko inne jak na przykład pasta do zębów, papier toaletowy, szampon, ręczniki, koc do przykrycia itd. itp., więzień musi sobie kupić sam albo dostać od przyjaciół/rodziny z zewnątrz. Ale co zrobić, jeśli nie znasz i nie masz w kraju nikogo, tak jak Vase? ...... Tak, jak ona, musisz sobie zarobić jakoś pieniądze i wszystko kupić samemu za kratkami. Vase na początku pobytu w więzieniu zajmowała się tarotem i czytaniem z kart. Uważała, że ma moc przepowiadania przyszłości, więc zarabiała na tym wystarczająco, żeby jakoś przeżyć. Kiedy Keren odwiedzała inne więźniarki, z którymi prowadziła stadium (które teraz są na wolności), zawsze z Vase wpadały na siebie, chwile pogadały i ona czasem zadawała Keren pytania na tematy duchowe. Vase powiedziała, że kiedyś była na zebraniu w Serbii i dostawała czasem nasze czasopisma. Po jakimś czasie Keren zauważyła u Vase głębsze zainteresowanie prawdą i zaproponowała jej studium, na które ta chętnie przystała. Keren z nią rozmawiała o tym co Bóg (w którego Vase wierzy) myśli o okultyzmie, ale Vase mówiła że nie ma innej możliwości zarobienia w karcelu. Akurat w tym samym czasie w więzieniu zabroniono tego co robiła Vase i wtedy wpadła na pomysł i zaproponowała kobiecie z jedzeniem, że pomoże sprzedawać jej towar w różnych innych częściach więzienia, gdzie ta kobieta nie ma dostępu. Vase nam powiedziała, że wszystkie produkty, które są sprowadzane do więzienia są tam sprzedawane 2-razy drożej niż na wolności, a niektóre nie opłaca się wnosić do karcelu, bo trzeba zapłacić ‘cło’ za nie, np. za wniesienie 1 mango, płaci się 10 soli (mango można kupić za 1 sola na mercado). Vase zarabia na każdej sprzedanej rzeczy około 10-20% ceny. Często to jest mniej niż 1 sol na sprzedanej rzeczy…
Vase, gdy tylko usłyszała, że jestem tą Polką, z którą
Keren jedzie na teren na prowincję, otworzyła się na mnie. Pierwszy raz, odkąd
jest w Peru, poznała kogoś ze wschodniej Europy. Chyba poczuła do mnie sympatię,
bo pochodzimy mniej więcej z tych samych rejonów świata i ona znała parę słów
po polsku, którymi się pochwaliła. Keren powiedziała mi, że nigdy nie pytała
tych kobiet jak trafiły do więzienia, bo może to być dla nich traumatyczne doświadczenie.
Wiadome było za co, ale historia była nieznana. Ciekawość mnie dosłownie pożerała,
żeby wprost spytać, ale należało taktownie się zachować, nie wspominając o tym,
że widzimy się pierwszy raz. Bardzo mnie ciekawiło jaka historia kryje się za
tą sympatyczną kobietą. To że jest teraz więźniarką nic nie mówi o niej, a na
pewno kryje się za tym wszystkim jakaś większa historia. Pomyślałam sobie, że wybadam sytuację i zadam jakoś
delikatnie pytania i zobaczę reakcję i to czy ma ochotę w ogóle o tym rozmawiać.
Zaczęłam pytać Vase, z jakiej części Serbii jest, co robiła przed trafieniem za
kratki, czy ma rodzinę itp. Ma dwie młode córki (wiek 21-25), które mieszkają w
Serbii, a jej mąż był chory i zmarł parę lat temu. Bardzo chętnie opowiadała o
swoim życiu w Serbii. Powiedziała mi, że nigdy nie myślała, o tym, aby poważnie
zainteresować się poznawaniem Biblii ze Świadkami Jehowy, bo w Serbii zawsze
traktowano naszą religię jak sektę. Mówiła, że ludzie nie przyznawali się wśród
swoich znajomych, że np. rozmawiają ze ŚJ, bo inaczej mogli być wykluczeni z życia
towarzyskiego. Po prostu nawet jeśli ktoś miał kontakt ze ŚJ, to nie mówiło się
o tym na głos. Zaczęła mi też opowiadać o swojej pracy w karcelu, powiedziała, że
jest przydatna kobiecie w prowadzeniu ‘sklepiku’ bo ma dostęp do różnych hal w
karcel. Wymieniła hale: Peruwianek, Cudzoziemek,
Terrorystek i ‘Max chroniona’ hala dla ‘niegrzecznych’ więźniarek, które siedzą
za morderstwa itp., lub które są agresywne i często dźgają się nożami lub biją na
placu. Jedna z nich ostatnio zaatakowała strażniczkę i została przez to
transferowana do więzienia na prowincji, gdzie podobno są mniej sprzyjające
warunki, ze względu na pogodę.
Ani
ja, ani Keren nic nie wiedziałyśmy o jej życiu w Peru przed więzieniem, więc,
gdy zapytałam ją jak szybko nauczyła się hiszpańskiego, ile lat jest już w Peru
i czy jej się podoba ten kraj, wtedy Vase spokojnym głosem zaczęła swoją
historię:
“Nie znam Peru. Jestem w Peru, tyle co jestem w więzieniu,
plus 10 dni. Języka hiszpańskiego nauczyłam się tu podczas pobytu. Wcześniej mieszkałam
tylko w Serbii. Mój mąż był bardzo chory, i gdy zmarł, to bardzo źle było ze
mną pod względem emocjonalnym; byłam słaba i czułam się chora. Przyjaciel mojej
rodziny, którego znałam od lat (był dla mnie prawie jak mój syn), powiedział mi,
że martwi się, bo wyglądam źle i że jak dłużej tak pociągnę to zachoruję ja
sama. Aby poprawić mi samopoczucie i zdrowie zaproponował mi wakacje w
Ekwadorze na 10 dni, żebym doszła do siebie i trochę pobyła w słońcu. Miał
pieniądze i pochodził ze znaczącej rodziny. Jego rodzice i rodzeństwo byli
dyrektorami szpitali i placówek, więc wiedziałam, że ma pieniądze na taką wycieczkę.
Nasze rodziny znały się od lat i zgodziłam się, tym bardziej że nigdy nigdzie
nie podróżowałam. Byłam tak słaba psychicznie, że nawet nie zastanawiałam się
za długo nad tą propozycją. Pożegnałam się z moimi kochanymi córkami i powiedziałam
‘Widzimy się za 10 dni’, a one życzyły mi udanych wakacji. Nigdy wcześniej
nawet nie leciałam samolotem, więc nie wiedziałam, jak wygląda cała ‘ceremonia’
na lotnisku, z biletem, lub jak wygląda w ogóle podróżowanie samolotem. On miał
mój paszport i mój bilet, i kiedy trzeba było pokazać dokumenty, on to robił za
mnie. Wydawało mi się to miłe z jego strony, biorąc pod uwagę, że byłam zielona
w tym co się, kiedy robi i jak. Wyglądaliśmy jak matka z synem na wakacjach.
Gdy wylądowaliśmy w Peru, a nie w Ekwadorze, wydawało mi się to dziwne, ale nie
wystarczająco, żeby coś z tym zrobić i dopytywać. Powiedział mi, że
przejedziemy do Ekwadoru autokarem. Zatrzymaliśmy się w mieście Piura, na północy
kraju, blisko Ekwadoru i powiedział mi, że ma biznes do załatwienia: kupuje
walizki bardzo wartościowych pamiątek, które chce zabrać do Europy. On znikał, a ja byłam sama w hotelu. Wtedy moja cierpliwość
pękła i byłam zła na niego, mówiąc, że czuję jakby mnie trochę oszukał z tymi
wakacjami i że chcę lecieć z powrotem do Serbii. Powiedział mi, że odlot mamy
dopiero za 5 dni; miał mój paszport i bilet, nie znałam hiszpańskiego i nie miałam
innego wyjścia jak tylko cierpliwie czekać na powrót do domu. Ani trochę nie podejrzewałam
go o to, co za chwile miało się wydarzyć.
Gdy zajechaliśmy do Limy, przeszliśmy na lotnisku
przez przeprawę, oddaliśmy walizki i poszliśmy zjeść śniadanie. Wtedy do nas
podeszli strażnicy i zgarnęli nas na przesłuchanie. Kobieta zapytała mnie,
dlaczego lecę do Amsterdamu? Zaskoczona powiedziałam jej, że lecę do domu do
Serbii, a nie jakiegoś Amsterdamu. Wtedy pokazała mi bilet, który był najpierw
z Limy do Amsterdamu, i wtedy nagle wszystko stało się jasne, choć dalej nie podejrzewałam
go o przemyt narkotyków. Okazało się, że w jego walizce była duża paczka
kokainy, a rzekome wakacje z mamą & walizki z pamiątkami to tylko
przykrywka. Przemycał dla jakiegoś większego kartelu i miał sporą tą paczkę,
ale nie wiem, ile kg. Totalnie na nic zdało się moje tłumaczenie i opowiadanie całej
historii. Szybko zrozumiałam to i po jakimś czasie przestalam się bronić.
Nikogo nie obchodzi jak to się stało, że się wplątałam w przemyt, jestem
powiązana i idę siedzieć. Koniec. Nikt ci tu nie uwierzy w twoją historię, choćby nie
wiem jaka była dobra i prawdziwa. Teraz jak tu siedzę to wiem, dlaczego nie wierzą
w słowa skazanej - większość z więźniarek mi mówiło, że kłamało w sądzie, żeby się
jakoś wykaraskać z sytuacji, ale praktycznie jest to nie możliwe. Minimalna
kara za przemyt narkotyków w Peru to 6 lat i 8 miesięcy. Przy jakiejkolwiek ilości
kokainy, na początek zawsze dostajesz te 6,8 a resztę lat dodają zależnie od ilości, którą
miałeś ze sobą. Ja dostałam 8 lat. Chyba ten chłopak miał sporo towaru. Nie wiem,
ile on dostał odsiadki; pewnie więcej niż ja, bo znaleźli to w jego walizce. A
ja tylko i aż, z nim po prostu podróżowałam. Nie wiem, gdzie on jest, co się z
nim dzieje i nawet nie chcę wiedzieć. Ostatni raz widziałam go na lotnisku.
Jedyne co mnie cieszy to, że siedzi gdzieś tu za kratkami i nie może dotknąć
moich córek. Skoro był zdolny do czegoś takiego ze swoją ‘ciotką’, to w co mógłby
uwikłać moje córki?! Na początku wybuchła wielka kłótnia między naszymi
rodzinami. Córki chciały dochodzić prawdy i walczyły o moją wolność, ale miały
związane ręce – brak pieniędzy & Peruwiańskie prawo. Obie nasze rodziny nie
potrafiły zrozumieć, dlaczego ten chłopak uwikłał się w przemyt, skoro zawsze miał
pieniądze i niczego mu nie brakowało…. “
Możecie sobie tylko wyobrazić nasze miny, myśli i uczucia, gdy Vase skończyła opowiadać. Właśnie wtedy nastał ten moment ‘niezręcznej ciszy’ i zdumienia na twarzy. Bezradnie zastanawiałam się co powiedzieć, żeby to miało jakąś głębię i pasowało do tego co przed chwilą usłyszałam. Zwrot “Przykro mi” wydaje się taki głupi i prostacki przy takiej opowieści. Pomyślałam sobie ‘Masz Sara tą historię; historię Vase, którą tak chciałaś poznać, a teraz to udźwignij’. Choć, tylko byłam słuchaczem, to czułam głęboką bezsilność, złość i oburzenie. Nie wiesz do końca jak okazać empatię i sprawić, żeby ktoś wiedział, że czujesz jego ból, a wewnątrz, ciało aż się gotowało od różnych emocji. W powietrzu wisiała jakby namacalna atmosfera okropnej niesprawiedliwości. Przez chciwość i podłość jednego człowieka, drugi człowiek właśnie stracił ponad 5 lat życia i kolejne 3 do stracenia za kratkami. I ta okropna bezradność, bo nic nie można z tym zrobić, ani jakoś pomóc. Masz ochotę krzyczeć i płakać, ale nic to nie zmieni…
Wtedy czujesz, że najlepsze co możesz zrobić to zapewnić, że Jehowa jest Bogiem sprawiedliwym i widzi wszelkie cierpienia, przez które musimy przechodzić; że w niedalekiej przyszłości nam to wynagrodzi. Przeczytałyśmy wersety i upewniłyśmy ją o tym, że doceniamy jej otwartość i całą jej historię, że ten okropny chłopak wykorzystał jej słabą psychikę i ciężką sytuację w jej życiu, po śmierci męża. Zapytałam się jej, czego najbardziej wyczekuje z raju opisywanego w Biblii. Powiedziała, że rajem będzie dla niej jak w ogóle wróci do domu i przytuli swoje córki, których już lata nie widziała. Powiedziała też, że na początku buzowała w niej poważna chęć zemsty, jak tylko wyjdzie z więzienia. Bała się jednak, że wtedy wplącze w to swoje córki, więc musiała opanować negatywne emocje. Powiedziała nam, że dalej negatywne emocje i chęć zemsty powracają, więc Keren obiecała, że wydrukuje jej na ten temat artykuły z biblioteczki. Jesteśmy umówione na kolejny tydzień i Vase ucieszyła się, gdy usłyszała, że ja też przyjdę ją odwiedzić. Vase na odchodne nam powiedziała, że lubi bardzo poznawać prawdę z Biblii i studiować. Studiuje od 3 miesięcy. Ma swoją szarą Biblią w języku serbskim i książkę ‘Czego uczy Biblia’ po angielsku. Zawsze przynosi swój zestaw i Keren zestaw do studiowania, bo Keren nie może wnieść nic z religijnych książek w ‘dzień odwiedzin’. Zapytałam Vase, czy wie co słychać u jej córek. Powiedziała, że co jakiś czas uda jej się uzbierać sole, żeby zadzwonić z więziennego telefonu do nich, ale jest to bardzo drogie i może sobie na to pozwolić bardzo rzadko. Powiedziała że nie rozmawiała z córkami już od dłuższego czasu, bo ostatnio cena rozmów zagranicznych wzrosła i nie stać ją na to na razie.
O 4pm odbył się głośny sygnał – alarmujący, że ‘dzień odwiedzin’ właśnie się skończył i wizytujący mają się ewakuować. Bardzo chciałyśmy spędzić z Vase więcej czasu, bo fajnie nam się rozmawiało, ale strażniczka krzyczała co chwile, żeby się wszyscy już pakowali do wyjścia. Vase do nas na odchodne powiedziała ze smutnym głosem: “Nie wiem jak moje córki wyglądają teraz, minęło tyle lat”. Zaczęła szybko pisać coś na kartce, wręczyła Keren i powiedziała: “To imiona moich córek. Proszę odnajdź moje córki na FaceBook’u i tu jest jednej email. Powiedz im, że ja ci to dałam i że je proszę o teraźniejsze zdjęcia. Proszę wydrukuj je dla mnie, chociaż po jednym i przynieś za tydzień żebym mogła je zobaczyć, jak wyglądają teraz”. Keren obiecała, że spróbujemy ‘przemycić’ te zdjęcia na zwykłym papierze między artykułami z biblioteczki. Jeśli strażnicy przepuszczą, to przyniesiemy jej, bo zdjęcia na fotograficznym papierze są surowo zabronione.
Postanowiłyśmy też z Keren, że na przyszły tydzień
przygotujemy jedzenie dla około 20 więźniarek, które studiują Biblie w tym
karcelu. Keren z innymi siostrami co jakiś czas robią taką akcję, żeby sprawić choć
trochę przyjemności tym kobietom. Nie możemy wnieść produktów żywnościowych (na
to ma zezwolenie tylko ta starsza kobieta, z którą współpracuje Vase), ale możemy
mieć przygotowane wcześniej jedzenie, które więźniarki zjedzą od razu.
W tym samym czasie co siedziałyśmy z Vase, odbywało się hiszpańskie mini duchowe spotkanie pod większym namiotem, które całe było przeprowadzane przez siostry z hiszpańskiego zboru. Było na nim parę sióstr i kilka więźniarek, między innymi nasza nowo ochrzczona siostra z Indonezji Sri Yanti, której chrzest odbył się 7 tygodni temu za kratkami. Ponieważ oficjalne ‘religijne dni’ odbywają się we wtorki & piątki w tym więzieniu, to forma spotkania, które się przy nas odbywało, musiała być nieoficjalna, żeby strażnicy nie zaczęli się czepiać, że odbywa się zebranie po za dniami na to przeznaczonymi. Sri Yanti podeszła do nas, wyściskała mnie, a ja pogratulowałam jej wspaniałych duchowych postępów. Keren mi kiedyś opisywała jej historie, więc wiedziałam co za osoba mnie zagaduje. Przywitała nas też głosicielka – Sri Wan, młoda kobieta z Tajlandii, która razem z Sri Yanti zarabia ‘na życie’ wyrabiając okładki do służby. Sri Wan w Tajlandii miała profesjonalną pracę jako masażystka, więc w karcelu za parę soli robiła masaże innym więźniarkom. Keren zawsze korzysta z jej usług jak idzie na odwiedziny i zostawia jej parę groszy. Siostry z Limy zabierają okładki dziewczyn na wolność i sprzedają wśród braci w Limie. Pomagają tym siostrzyczką w karcelu zarobić troszkę pieniążków. Rok temu wyjeżdżając z Peru miałam okładkę i torbę do służby od tych kochanych dziewczyn, i jestem umówiona na kolejny tydzień, na zakupienie zestawu okładek na moją nową hiszpańską Biblie i traktaty. Sri Wan pokazała mi całą paletę kolorów, żebym wybrała i przyniesie swoje wyroby na następny tydzień żebym mogła sobie wybrać. Umówiłam się też z nią na masaż
Chrzest Sri Yanti był pierwszym takim wydarzeniem w historii tego więzienia. Jako najbardziej restrykcyjne więzienie, trzeba przyznać, że władze potraktowały to bardzo wyjątkowo i pozwolono wziąć aparat i sfotografować wszystko co się miało wydarzyć. Dostarczono braciom wszelkich niezbędnych rzeczy: mównicę, basen itp. Zdjęcia udostępniono mi z angielskiego zboru, który zorganizował ten chrzest. Na chrzcie Sri Yanti były obecne wszystkie więźniarki, które studiują Biblię. Były obecne także wszystkie dziewczyny, które poznałam w środę. Co za niesamowite świadectwo dla całego więzienia. Wszystkim więźniarkom obecnym na chrzcie, pozwolono ubrać spódnicę. Sri Yanti dała także wspaniały przykład reszcie głosicielek z więzienia, żeby nie opóźniać chrztu, aż do wyjścia, bo większość chce czekać z tym aż wyjdą na zewnątrz.





zakreślone na żółto są kolejne głosicielki, które szykują
się na chrzest
strzałki wskazują kolejno od lewej na Vase, Litwinkę i Filipinkę.
Sri Yanti w 1szym rzędzie w czarnej, pasiastej koszuli, Sri Wan w okularach siedzi za nią w białej
bluzce




















Dzięki kochana za tą relację.
OdpowiedzUsuńCzyta się super!!!
Pozdrów tą kobietę ode mnie mocno <3
Chęć pomocy to pierwsze, o czym pomyślałem jednocześnie niemożność jej udzielenia. Ogromna niesprawiedliwość i surowość dla tej pani, ale tez jej córek! Niebywale niemożliwe utożsamienie się z całą masą bólu, rozłożonego na wiele lat. To uczucia, które w pierwszej kolejności towarzyszyły mi podczas czytania. Dziękuję, że zabrałaś mnie ze sobą do Peruwiańskiego więzienia i mogłem poczuć, choć odrobinę tamtejszy penitencjarny klimat.
OdpowiedzUsuńCo ważniejsze jednocześnie przypomniałaś mi, że uczucia, które to we mnie wzbudziło, Jehowa przeżywa bardziej! A to jak reaguje i błogosławi tej służbie, rozbudziło u mnie wiele przyjemnych refleksji, za co ogromnie dziękuję.