6 lip 2017

“Każdemu kto puka będzie otworzone”

Ale dlaczego właśnie Peru ?!?!?”
Często zadawane mi pytanie dostawało odpowiedź: “Kiedyś to opiszę”.
To ‘kiedyś’ musiało w końcu nadejść.
Nawet nie wiecie ile razy sama sobie zadawałam to pytanie….. "Czy moim marzeniem było wyjechać do Peru????" NIEEEEE…..
Peru stało się moim ‘marzeniem’ po tym, jak  pierwszy raz je odwiedziłam….. Ale jak to się stało, że się znalazłam w Peru?!
Usiądź wygodnie i posłuchaj relacji o mojej duchowej przygodzie, w której Peru odegrało  jakże ważną rolę… ale jeszcze ważniejszą  - ludzie, dzięki którym w Peru się znalazłam.
Może czytając o mnie odnajdziesz w tym też cząstkę siebie ……



“Którą Sa byś chciała być?!”
Pamiętam, jak brałam chrzest w 2010 i sobie mówiłam ‘Kiedyś będę pionierką. ‘Chociażby z  wdzięczności dla Jehowy powinnam wziąć tę opcję pod uwagę‘ - rozważałam.  ‘Choć nie wydaje mi się, że moja osobowość pasuje na pionierkę’…. w końcu z Polski pamiętam, że pionierzy to takie bardzo poukładane osoby, poważne, rzadko żartujące … robili na mnie wrażenie swoja duchowością, ale często wydawali mi się nudni – tak to pamiętam z Polski sprzed 15 lat jak byłam nastolatką….. Także opcja podjęcia służby stalej  dźwięczała mi w uszach od chrztu, ale zawsze sobie myślałam ‘Kiedyś… jak bede miała dogodną sytuację życiową….’ No i tak się zwodziłam przez parę lat.
Trochę temu, moja babcia pewnego dnia w rozmowie ze mną zapytała mnie: "Sarcia, wyobraź sobie że jest po Armagedonie i znalazłaś się w raju. Spojrzysz wstecz i jaką Sarę chciałabyś wspominać sprzed Armagedonu? Taką która była pochłonięta zarabianiem na życie i tylko cichymi planami, aby kiedyś więcej działać? Czy może chciałabyś widzieć  Sarę, która w dniach przed Armagedonem duzo działała na terenie & pionierowała i pomogła komuś znaleźć się w raju? Pamiętaj: obie Sary znalazły się w raju, ale którą byś chciała być ty? Którą widzieć oczami przyszłości?!". W ciszy sobie odpowiedziałam na to pytanie i wiedziałam, że musze zacząć działać, aby być tą Sarą, którą chciałabym wspominać w raju. Trochę jednak minęło zanim wprowadziłam jakiekolwiek zmiany …..
Najlepsiejsi na swiecie babcia z dziadziem 
Moją ulubioną lekturą wydawaną przez naszą organizacje są Roczniki. Potrafiłam je pochłonąć w parę dni, więc zaczęłam czytać Roczniki wstecz. Czytając niesamowite przygody i duchowe przeżycia naszych braci, zaczątki organizacji w danych krajach i rozwijanie się dzieła w oddalonych od świata zakątkach sprawiało, że coraz bardziej byłam szczęśliwa i dumna z tego, że należę do takiej organizacji. Coś, co mnie wzruszało do łez, to doświadczenia o tym, jak ludzie stykali się z prawdą i zmieniali swoje życie, żeby należeć do Jehowy….. Niektóre przeżycia naprawdę porywały za serce i sobie myślałam ‘Też chciałabym pomóc komuś znaleźć się w raju’. Analizując przeżycia naszych braci i ich zmagania na terenie zawsze sobie zadawałam pytanie: ‘Ciekawe, czy ja bym się nadawała do takiego życia? Czy widziałabym siebie jako ‘misjonarkę’ działającą na obcym mi terenie’, po czym zaraz siebie prostowałam: “Sara zejdź na ziemię. Nigdy czegoś takiego nie osiągniesz, bo nie masz jak, więc po co  bujać z głową w chmurach….”
Wydaje mi się, że tak naprawdę największą przeszkodą w moich ‘tereno-marzeniach’ byłam ja sama i mój styl życia, który wiodłam przez lata w Londynie……. Na tamte czasy wydawało mi się, że skoro na każdą kampanię podejmuję parę razy w roku służbę pomocniczą (tak jak sobie zaplanowałam przed chrztem) i uczęszczam przygotowana na wszystkie zebrania – to nie jest ze mną źle pod względem duchowym i nie muszę nic specjalnie zmieniać. I chyba z punktu obserwacyjnego tak to też wyglądało, bo nie raz slyszałam od znajomych ‘Sara, ty to działasz’……  Ale czy na pewno? Zawsze dźwięczało mi w uszach to stwierdzenie, że dla Jehowy nie liczy się ile robisz, ale czy robisz wszystko na co cię stać! A ja osobiście, znając siebie, wiedziałam, że TAK NIE JEST! - nie robię wszystkiego na co mnie stać. Czułam w kościach, że stać mnie na więcej, ale robiłam tylko tyle, ile sama uważałam za słuszne, tak żebym czasem nie musiała zmieniać mojego stylu życia, które mi się podobało….
Żyłam od wyjazdu do wyjazdu, od spotkania towarzyskiego do spotkania…….. I tak w kółko…….Sama będąc organizatorką takich wypadów, spotkań nakręcałam siebie na taki styl życia….. bo i czemu miało by być coś złego w tym, że chcę się spotkać ze znajomymi w organizacji i fajnie spędzić czas?! Przecież literatura sama zachęca, by się spotykać w gronie braci…………. Tak, to prawda, ale nie zauważyłam, że w sumie na tym głównie się opierało moje spędzanie czasu po za praca i zebraniami: ogniska, wypady, grille, imprezy, spotkania itd itp…..Żyłam od wypłaty do wypłaty i jedynym zmartwieniem było ‘oby starczyło na wypad/żeby tylko spłacić ostatni wypad’ …….. Nie zrozum mnie źle –  milo wspominam tamte czasu i wspaniale wakacje/wypady a wielu ludzi, których wtedy poznałam i spędzałam wspólny czas, do dziś są moimi wartościowymi znajomymi, których bardzo cenię i za którymi tęsknię…..
Jednak muszę przyznać,  że na poczatku mojego 'chodzenia z Jehowa', do mojego grona znajomych należały też osoby,  które raczej nie zachęcały mnie do duchowego rozwoju, lub też nie pamiętam byśmy mieli okazję rozmawiać na jakieś duchowe tematy. Prowadziłam ‘ciekawe’ życie, nie nudziłam się…… ale duchowa pustka dawała się coraz bardziej we znaki…. Wtedy to zrobiłam pierwszy krok do duchowego przebudzenia – po prostu odłączyłam się od pewnego towarzystwa i zaczęłam rozmyślać o tym, co by tu zmienić i jak zacząć się wysilać i robić więcej. Mniej więcej właśnie wtedy Jehowa podsunął mi nowe grono znajomych: Marka, Tomka, Ewelinkę i Dareczka. To było właśnie to, czego wtedy potrzebowałam….. coś w stylu wprost ‘od Jehowy’.
“Jehowa wie, co dla mnie dobre”
Nagle w naszym zborze pojawili się Wychowscy i Mareczek. Polubiłam ich od razu. Przyszli do zboru z impetem i od razu widziałam, że to działacze, których towarzystwo dla mnie wskazane. Pamiętam moją pierwszą służbę z Ewelinka na Woodford. Opowiadała mi jak wyglądała ich decyzja o przeprowadzce do UK i jakich też zmian z ich strony to wymagało. Nigdy też nie zapomnę dnia, w którym poznałam mojego best ziomka Tomka. Pewnego dnia Marek przyprowadził Tomka do służby na Romford i głosiliśmy sobie ekipką na tamtych terenach. W skrócie tak mi się Tomek wtedy przedstawił: “Cześć, jestem Tomek. Przyjechałem z Polski na rok nauczyć się angielskiego i zarobić na wyjazd do Ameryki Południowej. Wyjeżdżam tam za rok na teren”. 
‘Wohoooooooo powodzenia ‘se myślę. Niezły plan, bardzo konkretny i ambitny……  Tak wlasnie, Tomek znalazł się w UK i zamieszkał z Markiem, Ewelinka i Darkiem na Romford. Dom pionierski. Mareczek pod wpływem towarzystwa szybko podjął służbę stałą i tak oto razem w czwórkę zaczęli rozkręcać tamte tereny i służbę publiczną przy tamtych stacjach. Ruszyła wtedy konkretna grupa, która przekopywała te rejony: Wilisowscy, chłopaki, Wysie, Natalka, Sarcia, Gosia i …… ja.
 to tych dwoch regularnie motywowalo mnie do tego, do czego nie sadzilam, ze sie nadaje... dzisiaj razem pionierujemy i cieszymy sie terenem, o ktorym kiedys sobie tylko gdybalismy 

 u kochanych Wysiow na weekend




z Ewelinka 
Jedne z moich ulubionych wspomnień działania na terenach mojego zboru to były właśnie tamte dni… Ten dom pionierski razem z innymi pionierami nakręcał innych na głoszenie, a w tym i mnie. Pamiętam, że nie było dnia, w którym chciałam wyjść do służby, a ktoś z nich nie byłby na terenie. Dzwoniło się do jednej osoby i jak oni nie mogli, to słyszałeś w tel: “Ale Ewelina/Darek/Marek lub Tomek są tam na terenie to dzwoń do nich i dołączaj”. To było bardzo zachęcające - pracowałam full time i nie moglam sobie ustalić stałych dni służby, ale zawsze tak było, że gdy chciałam wyjść,  ktoś z nich działał tam gdzieś na terenie. Tomek z Markiem niestrudzenie i non stop mnie zachęcali do podjęcia służby, mówiąc, że pionierzy prowadzą najciekawsze i najfajniejsze życie i opowiadając mi o swoich przeżyciach. Tom zawsze do mnie powtarzał: “ Sara masz swobodę mowy i mega z ciebie gaduła. Weź się tylko przerzuć na duchowe gadanie i nadajesz się na pionierkę. Po prostu zmień temat gadki i możesz podjąć służbę”. Brzmiało zabawnie, ale zasiało ziarno, które później zaczęło kiełkować….

 na Higham Hill z grupa dzialaczy 


 z mlodszym 'braciszkiem' Pałką na NBP stacji


z 'przy-mamuską' Aldonką na Redbridge
Wcześniej też rzadko się udzielałam w służbie publicznej – wiązało się to z wczesnym wstaniem lub późnym powrotem do domu, i szczerze - nie uśmiechało mi się to przy meczącym tygodniu pracy…. Ale gdy ruszyły stojaki przy Red, GantsH & BackHill – kiedy tylko miałam możliwość, stawałam tam z Wysiami, chopakami i Wilisowskimi. Uwielbiałam te poranki z nimi, od 5 lub 6 am przed pracą, czasem bardzo zimne, czy wręcz mrożące, ale prowadzone z nimi rozmowy zawsze mnie rozgrzewały i zachęcały do robienia więcej. Pamiętam rozmowy z Wysiem, na temat tego, czy się nadaję na pionierkę i od czego powinnam zacząć – cenne porady, które nie zostały wypuszczone drugim uchem…. 

Wtedy też dokonałam konkretnych zmian w jednym z najważniejszych duchowych nawyków – studium osobiste. Zaczęło ono być regularne i celować prosto w moje potrzeby. Wcześniej źle się zabierałam do studium: nie ustalałam sobie ani konkretnego dnia, ani konkretnego materiału, więc miałam je nieregularne i takie nieogarnięte. Zaczęłam więc od ustalenia konkretnego dnia w tygodniu i choćby się paliło, waliło to nie zmieniam go i nie planuje nic na ten wieczór. Zaczęłam od książki ‘Naśladujmy ich wiarę’ i ‘Królestwo już panuje’ – niesamowite książki i polecam każdemu zrobić sobie je na studium osobiste, bo tylko na zebraniach, to nie to samo….. Ta zmiana w moich duchowych przyzwyczajeniach niesamowicie wpłynęła na moje życie i decyzje. To właśnie chyba studium rozbudziło we mnie konkretną chęć działania i wtedy już tylko potrzebowałam bodźców, które Jehowa szybko mi dostarczył!
 ruszamy na tereny po zebraniu 

 towarzystwo, ktore buduje



‘Duchowe przebudzenie’
Latem 2014, po roku pobytu w UK, Tom podbija do mnie i mówi: “ Planujemy wyjazd do Ameryki Pld w przyszłym roku na 2 miesiące, dawaj, dołączaj do naszej grupy. Naładujesz sobie duchowe baterie i się zarazisz tam służbą.  Narazie pisze się na to 3 chłopaków i 2 dziewczyny”. Przyznam, propozycja brzmiała kusząco, ale…….. gdzie ja? jak? po co? No i tak powiedziałam Tomowi, że wspaniały pomysł ma i że podziwiam ich za to, że się na takie coś porywają, ale to nie dla mnie, nie mam możliwości…. Za drugim razem też zbyłam Tomka i jego pomysł wyjazdu.  Po jakimś czasie znowu Tom do mnie podbił i mówi tak: “Sara, wierz mi: potrzebujesz takiego wyjazdu. Poznasz lepiej siebie i zobaczysz jak dobrze to wpłynie na twój duchowy rozwój. Taka służba rozwija skrzydła”. Wiedziałam, że ma rację, ale argumenty typu: nie dostanę wolnego z pracy, nie uzbieram tyle kasy, nie umiem hiszpańskiego, co zrobie z chatą/pokojem? - na wtedy były zbyt mocne, żebym była na Tak. Nawet wskazywałam Tomowi: “Zobacz, np. oni sobie mogą pojechać, mieszkają z mamą, nie muszą się martwić o chatę, o kasę;  a ja? Kto mi da i co ja zrobie, jak wrócę? Chcesz żebym rzuciła moje dotychczasowe życie dla 2-miesięcznego wypadu na teren!? A jak wrócę, to co dalej? Pomysł genialny Tom, ale sorry,  nie dla mnie”. Wtedy Tomek dal juz sobie spokoj z zachecaniem mnie do wyjazdu
Czasem w moim domu odbywały się prywatne lekcje hiszpańskiego, na które parę osób planujących ten wyjazd, przychodziło. Często, gdy wracałam z pracy i slyszałam, jak się uczą z myślą wyjazdu na teren, to cicho im zazdrościłam, ale szybko “poprawiałam” się w myślach ‘Sara, nie masz jak, to nie dla ciebie’…..
Wtedy to właśnie wydarzyło się coś niesamowitego, coś w stylu - ‘duchowe przebudzenie’, o którym nieraz czytałam w naszej literaturze, ale tym razem wydarzyło się to na mnie samej. Latem 2014 na zgromadzeniu było sympozjum i dwa z punktów były ‘Naucz się języka obcego, aby wspierać teren z potrzebami’ & ‘Wyjedź na teren z potrzebami’ i chyba właśnie wtedy mieli wywiad Jacek&Malwina, którzy byli już jakiś czas w Peru na terenie… Wsluchiwalam sie w ich relacje z terenu i sobie myslalam 'Ale maja fajnie'. Nigdy nie zapomnę przemówienia, w którym brat opowiedział przykład, który mi zapadł w serce i odmienił mnie już na zawsze: ‘Jeśli chcesz robić coś więcej dla Jehowy to nie czekaj, aż On ci pobłogosławi, żebyś mógł robić więcej, tylko ty sam najpierw udowodnij Jehowie, że chcesz dla Niego robić więcej i zrób coś w tę stronę, a wtedy Jehowa ci pobłogosławi. Nie oczekuj, że Jehowa popchnie do przodu twoje plany na służbę stałą, jeśli sam czegoś najpierw z tym nie zrobisz i nie udowodnisz Mu, że ci na tym zależy”.  Wtedy to podał przykład, który natychmiastowo poczułam, że był skierowany właśnie do mnie. Jakby to sam Jehowa mówił do mnie…. Brat kontynuowal: “To jest tak jakbyś był autem z pełnym bakiem paliwa, które stoi w miejscu i nie rusza do przodu. Ma zapalony silnik i marnuje paliwo, ale nie wciska gazu aby wyruszyć w trasę. Nie oczekuj, że Jehowa tobą pokieruje, kiedy ty stoisz w miejscu. Dopiero jak ruszysz w drogę, to Jehowa może skręcić tobą w prawo lub lewo. Najpierw sam z siebie musisz wcisnąć pedał gazu” .
No i trafił w sedno! Właśnie w ten sposób ja sama siebie oszukiwałam już dłuższy czas, wmawiając sobie: ‘Jak Jehowa mi pobłogosławi i bede miała lepszą pracę, albo lepiej zarabiała i mogla pracować mniej, to wtedy podejmę służbę. Przecież teraz nie mam możliwości. Będę się modlić, żeby Jehowa polepszył moja sytuację, to wtedy będę mogła coś dla Niego zrobić i podjąć służbę’……. Parę dni później, czytając Biblię trafiłam na werset, który był kropką nad ‘i’ & bodźcem od samego Jehowy do konkretnych zmian. Izajasza 48:3 mówi: “Rzeczy pierwsze opowiadałem od owego czasu i one wychodziły z moich ust, i sprawiałem że je słyszano. Nagle przystępowałem do działania i te rzeczy się stawały”.  Zaczęłam głęboko rozmyślać o tym wersecie i sobie pomyślałam: “ To całkiem jak ja! Od chrztu cały czas wkoło opowiadam, że pewnego dnia będę pionierką i będę więcej robić dla Jehowy. Mówiłam o tym wszem i wobec, ale….. zero działania”. I wtedy połączyłam ten werset z przykładem o aucie i doszło do mnie, że brakuje w moim przypadku działania; że w sumie jest ono równe zeru! Dźwięczało mi u uszach słowo ‘nagle… nagle…..nagle’.  Zaczęłam się zastanawiać, gdzie by tu i jak zacząć moje działanie i wtedy nagle zaświtała mi myśl: ‘A co jeśli właśnie ten wyjazd do Ameryki Pld mógłby być tym ‘nagle’ -  zaczątkiem mojego działania, którego potrzebuję. Co, gdyby od tego się wszystko zaczęło? Może rzeczywiście potrzebuję takiego czegoś, jak mówił Tomek…

Gdy parę dni później w służbie podeszłam do Toma, to nie mógł uwierzyć, gdy usłyszał: ‘To mów, ile trzeba uzbierać na wyjazd i kiedy jedziemy do tej Ameryki?’.
Moja 'przeprawa do Peru' - zmierzyc sie z samym sobą
Taka oto moja historia dolaczenia do grupy. Poczatkowe plany wyjazdu byly do Ekwadoru na dwie grupy: chlopakow i dziewczyn w dwa inne miejsca, ale niedalekie sobie. Gdy pewnego razu zadzwonilam do Ekwadorskiego Betel zapytac o sprawy techniczne wyjazdu, brat z dzialu sluzby poradzil mi, zeby zmienic plany z Ekwadoru na Peru. Tlumaczyl mi, ze ostatnio wielu przyjechalo do Ekwadoru, ktory jest mniejszy niz Peru, wiec  teraz wielu needgreaters kieruja do Peru, bo wiekszy teren i tam sa duze potrzeby. Jako gurpa nie mielismy problemu ze zmiana kraju, w koncu tak czy tak to Ameryka Pld. Do grupy doprosilam mojego kuzyna Benia i tak oto składalismy sie z 8 osob, podzielonych na dwie grupy, ktore zaczely konkretnie planowac wyjazd do Peru. Juz sama mysl wyjazdu tam na teren bardzo zmienila moj sposob patrzenia na wszystko. Przygotowac sie na taki wyjazd, to nie tylko kwestia uzbierania kasy i zalatwienia sobie wolnego….. Przygotowanie sie na taki teren pod wzgledem duchowym i jezykowym to nie lada wyzwanie…….

Wtedy w moim umysle zaczelam analizowac swoj styl zycia i jak bardzo bede musiala zmienic swoja rutyne i codziennosc zeby sie przez ten rok przygotowac na wyjazd. Zdalam sobie sprawe z tego, ze bede musiala zrezygnowac z wielu wyjazdow, spotkan itp na rzecz odlozenia pieniazkow i nauki jezyka.  To jakby ‘poswiecenie’ z mojej strony stalo sie bardziej ‘zainwestowaniem ‘ czasu i mojego umyslu w cos lepszego. Zaczelam wybiegac w przyszlosc i juz niejako widziec pozytywne tego rezultaty.  Jedna  z przemyslanych wtedy dezycji to bylo podjecie sluzby stalej pomocniczej juz tu w UK na dlugo przed wyjazdem. Bodzcem byla mysl: “ Jade wspierac tereny oddalone z duzymi potrzebami w Peru, a sama ledwo dzialam na swoim podworku .….?!!” Doszlo do mnie, ze jest to rozsadne, aby najpierw sie rozgrzac na znanym  sobie terenie, a wtedy mozna sie rzucic na gleboka wode i wspierac teren obcojezyczny. Wiedzialam, ze nie moge teraz zrezygnowac z full time pracy, bo zbieram na Peru, wiec z modlitwa opracowalam konkretny plan wyrabiania w miesiacu 50 godzin i postanowilam ze od stycznia podejmuje sluzbe – 9 miesiecy przed wyjazdem, wiec dobrze zahartuje sie na Peru.  Wiedzialam, ze wyrabianie 50 co miesiac przy full time pracy i stalych godzinach, bedzie mega wyzwaniem, ale przyklad o aucie, ktory powracal mi do umyslu, caly czas upewniał mnie, ze nie siedze w tym sama! Podejmuje konkrente dzialanie dla Jah – “Nagle przystepowalem do dzialania i te rzeczy sie stawaly”…….. “TE RZECZY SIE STAWALY” – wypowiedz pelna przekonania, z brakiem jakiegokolwiek cienia watpliwosci! 


Doslownie jakos wtedy Tom podbija do mnie z szokujaca wiadomoscia: “Odpadam z wyjazdu do Ameryki”. Myslalam, ze zartuje…… ale gdy dodal: “Razem z Markiem zostalismy poproszeni przez obwodowego o przeniesienie sie do grupy poza Londyn i nie mozemy przez pierwszy rok nigdzie sie ruszyc na tak dlugi okres. Wiem, ze Peru to moje marzenie i pewnego dnia je spelnie, ale teraz chyba Jehowa chce zebym wspomagal teren w UK”.  Nie moglam uwierzyc wlasnym uszom. Tomek, ktory przyjechal tu wlasnie w celu wyjazdu do Ameryki Pld na teren, majac juz konkrente plany i ekipe na wyjazd – mowi mi cos takiego! Po twarzy Toma widzialam, ze nie ma innej opcji, bo On zawsze szuka kierownictwa Jehowy w swoim działaniu, i tak własnie czul, bedac poproszonym o przeniesienie sie na inny teren w UK. Gdy glowny organizator i nakrecacz tego wszystkiego odpadl, to chwile po nim odpadli wszyscy inni z roznych powodow. Zostalismy tylko Benio i ja. Bylam zalamana: 'Czyzby moja duchowa przygoda, ktorej potrzebowalam legla w gruzach'? …. Wtedy nagle oswiecilo mnie: ‘To co z tego, ze wszyscy zrezgnowali. Tak latwo sie nie poddam.  To nie w moim stylu. Plany wyjazdu do Peru juz tyle dobrego wniosly w moje zycie, ze nie mam zamiaru rezygnowac, tylko dlatego ze inni zrezygnowali. Przeciez nie bede uzalezniac swoich dochowych planow od reszty ekipy. Razem z Beniem ciagniemy ten plan i spróbujemy zastapic tę ekipe inna’. Tak wlasnie sie stalo. Benio mial podobne odczucia, wiec po niedlugim czasie znalezlismy 3 inne osoby, ktore byly bardzo chetne na ten wyjazd i razem w piatke zaczelismy konkretne przygotowania.

Jednym z najwiekszych wyzwan bylo zalatwienie sobie wolnego w pracy na taki dlugi okres. Moja menadzerka i wspolpracownicy od dawna juz slyszeli o moich planach wyjazdu na 2 miesiace, bo non stop buzia mi sie nie zamykala. Opowiadalam wszystkim, co bede robic w Peru, jak nasza organizacja wspiera takie kraje z potrzebami. Slyszeli mnie, jak cwicze z klientami moj hiszpanski i opowiadam gdzie wyjezdzam; wszyscy troche zaczeli zyc moim planem wyjazdu i mi kibicowac. Sprawa jednak nie byla prosta. Moja prosba o wolne na taki okres z takiego powodu byla pierwsza w historii mojej firmy w UK i wiazala sie z przejsciem 3 szczebli, a na koncu dyrektora Londynu. Pierwsza w kolejnosci musiala sie na to zgodzic moje menadzerka……. Sprawa byla o tyle skomplikowana, ze mialam pozycje jej asystentki i po niej zajmowalam glowna pozycje w pracy, i zajmowalam sie sklepem nie tylko pod jej nieobecnosc, ale zarzadzalam pracownikami gdy ona miala duzo na glowie. Nie wspominajac  o tym, ze bylismy w Londynie jednym z najbardziej znanych i odwiedzanych  przez dyrektorstwo sklepem, co sie wiazalo z duza presja i nakladem pracy. Moja menadzerka wiedziala, ze zgadzajac sie na moja 2-miesieczna nieobecnosc, bierze sobie moja pozycje i obowiazki na glowe. Widzac jednak moje zaangazowanie i mnie czesto przychodzaca na 8am do pracy po 2 godzinach z rana przy stojaku, pewnego dnia podeszla i powiedziala: “ Podziwiam twoje oddanie i zaangazowanie w twoja wolontaryjna prace w organizacjii i widze jak bardzo zalezy ci zeby pojechac do Peru, wiec ode mnie masz zielone swiatlo; teraz tylko musimy obmyślić plan jak przekonać HR i dyrektorstwo”. Kochana kobiecina, cały czas mnie wspierała w Peru-planach i kibicowała razem ze współpracownikami. Znajomi z pracy czesto mowili mi jak zazdroszcza tego, ze jade na taka wyprawe i ze chetnie by sie spakowali i pojechali ze mna. Kolezanka z pracy  powiedziala mi: "Twoj przyklad zachecil mnie, zebym tez tu nie siedziala, tylko otworzyla sie na swiat i przeniosla gdzies indziej". Fajni ludzie, ktorzy entuzjastycznie reagowali na moje Peru-opowiesci i pozytywnie sie wypowiadali na temat tego jak nasza organizacja dziala preznie na swiecie...


wspolpracownicy mnie zegnaja przed wyjazdem (menadzerka obok mnie w niebieskim)

Pierwszy szczebel zaliczony; kolejny to HR – ktore mialo mieszane uczucia co do mojej prośby i nie za bardzo wiedziało, jak na nia odpowiedzieć; nidy nie mieli takiego ‘żądania’ o wolne i nie wiedzieli do jakiej kategorii je zaliczyc…. Wtedy tez zaczelo sie pod gorke. Plan z Peru juz pare miesiecy wczesniej obmawialam z moim District Managerem, ktory lubial mnie jako pracownika i wyrazil swoja aprobate co do moich planow.  Nagle zostal on zwolniony i nasz sklep przejela inna District managerka, ktora z jakichs osobistych powodow,  za mna nie przepadala,  a takze mnie malo znala jako pracownika….Spotkala sie ze mna pewnego dnia, wypytala mnie o Peru plany i dala mi do zrozmienia, ze moja prosba graniczy z cudem, ale ze przedstawi ja dyrektorowi.

Wtedy gdy zrozumialam, ze zalatwienie sobie wolnego na tyle czasu w mojej firmie graniczy z niemozliwym, nagle zaczelam sie wahać. Przez glowe przelatywala mi mysl: ‘Co jesli powiedza Nie i postawia mi ultimatum?!  Wtedy, zeby pojechac bede sie musiala zwolnic. Czy to napewno rozsadne z mojej strony?! Co ja zrobie jak wroce i nie bede miec pracy? Czy to nie swiadczy o braku rozsadku i rozwagi’ . I taka oto bitwa z myslami ciagnela sie troche -  ‘CO JESLI’ …………..

Wtedy zaczelam analizowac ile Peru-plany juz wniosly pozytywnego do mojego zycia. 
Wiedzialam tez, ze musze zaufac Jehowie i nie zamartwiac sie o to co bedzie potem. Skoro jestem gleboko przekonana, ze Peru jest od Jehowy, to co sie bede martwic o to co bedzie pozniej. Duzo sie modlilam i prosilam Jah o pomoc. Wiedzialam, ze dla Niego nie ma rzeczy niemozliwych. Wlasnie wtedy gdy zdecydowalam sie byc gotowa rzucic prace aby wyjechac na teren do Peru, wydarzylo sie cos niesamowitego. Dyrektor Londynu bez jakiejs wiekszej rozmowy ze mna  zdecydowal, ze puszcza mnie do Peru i daje 2 miesiace wolnego. Ku mojemu jeszcze wiekszemu zdziwieniu, podjal ta decyzje, mimo , ze District managerka wyrazila swoja dezaprobate i niechec do zgody na moje wolne. Wychodzac ze sklepu podszedl do mnie i powiedzial: “ To co robisz w swojej religii  jest godne pochwaly i slyszalem ze bardzo chcesz tam pojechac. Jestes dobrym pracownikiem, a my takich wspieramy. Tylko wróć mi z tego Peru”.     NIE MOGLAM WPROST UWIERZYC , alez Jehowa mnie zaskoczyl……. To bylo kolejnym przekonujacym argumntem za tym, ze Jehowa wspiera mnie z Peru i dziala konkretnie na moja korzysc.



W maju kupilismy bilety i pozostalo nam jedynie cierpliwie czekac na wylot, uczyc sie hiszpanskiego i odkladac na wyjazd! Gdy nagle w srodku sierpnia wydarzylo sie cos co zwalilo nas wszystich nog i postawilo nasz Peruwianski wyjazd pod wielkim Amerykanskim znakiem zapytania. Jeden z moich hiszpansko- jezycznych klientow niespodziewnie odwiedzil sklep i akurat trafilo, ze podszedl do mojego okienka i zaczal mnie wypytywac o to jak przebiegaja moje Peru przygotowania. Zapytal czy mamy juz bilety i za ile zakupilismy je. Odpowiedzialam ze lecimy przez Stany i ze bilety trafily sie nam dosc tanio, na co on nagle mnie uswiadamia: ‘Macie tanie bilety bo lecicie przez Stany. Bilety do Ameryki Pld sa tansze przez Stany, bo niewielu z nas moze je zakupic. Potrzebujemy wize do USA zeby wogole przeleciec  przez Stany, jesli masz tam przesiadke. Tak samo Polacy z tego co mi wiadomo.’ Czulam jak kolana mi miekkna i nogi uginaja od tej wiadomosci. Natychmiast wzielam przerwe, aby sprawdzic na internecie to co wlasnie uslyszalam. Wtedy to zaczal sie placz i zgrzytanie zebami bo okazalo sie prawda - potrzebujemy na gwalt zalatwic sobie wize do Stanow, zeby w ogole poleciec do Peru. Zakupilismy bilety nie majac o tym zadnego pojecia……Byl srodek sierpnia a bilety mielismy na 27go wrzesnia. Gdy w rozpedzie zaczelismy dzialac z wiza i przez internet zalatwiac sobie spotkanie w ambasadzie na rozmowe o wize, okazalo sie ze pierwszy wolny termin to 10ty wrzesnia.  Bylam zalamana, bo sytulacja wygladala dosc beznadziejnie, ale nie ustawalam w modlitwach, bo wiedzialam, ze dla Jehowy zadna wiza czy ambasada to nie problem, jesli bedzie chcial zadzialac na nasza rzecz.

 “ Wybierasz sie do Ameryki z 50-cioma centami ?!?!”

Dnia w ambasadzie nie zapomne nigdy

Na spotkanie trzeba sie bylo przygotowac konkretnie i  przyniesc duzo dokumentow i papierow potwierdzajacych prosbe o wize. Najpierw stalismy w dlugiej kolejce przed ambasada, zeby w ogole wejsc do budynku, a pozniej ponad 6hrs czekania w hali pelnej po brzegi….. Najpierw na odstrzal poszli Sara i Radek. Troche sie martwilam o nich bo nie mieli przy sobie wszystkich wymaganych dokumentow, a ich sytulacja wygaldala na troche bardziej beznadziejna i skomplikowana, bo obydwoje rzucali prace na wyjazd, takze zdawali mieszkanie i przeniesli swoje rzeczy do mamy. Wskazywalo na to ze maja slabe powiazania z Anglia, co wygaldaloby na chec potencjalnej ucieczki do Stanow… A ze Amerykanie nie przepadaja za Polakami…………… Jehowa  jednak potrafi przechytrzyc kazda sytulacje i trafilo sie im, ze obydwoje poszli do tego samego okienka, gdzie byl mezczyzna bardzo przyjaznie nastawiony, ktory nie pytal o zadne dokumenty, tylko o cel podrozy po czym zdecydowal im przydzielic 10-letnia wize. Uradowana, se mysle ‘No to ja powinnam nie miec zadnych problemow, bo przeciez mam wszystkie dokumenty co trzeba’.
 
Nie moglam sie bardziej mylic! Ja to jednak zawsze mam pod gorke. Amerykanka do ktorej okienka trafilam chyba nalezala do tych co nie przepadaja za Polakami. W aplikacjach o wize celem oficera w okienku jest wybadanie czy taki kandydat na wize nie chce czasem uciec tam do Ameryki i zostac juz na stale…… Jej pierwsze pytanie to ‘Czemu lecisz do Stanow’ ? Grzecznie wytumaczylam pani, ze tylko przelatuje przez Stany, bo lece do Peru. “Po co lecisz do Peru?” – zapytala. Odpowiedzialam, ze jestem Swiadkiem Jehowy i biore udzial w kampani gloszenia i jade do Peru udzielac sie wolontaryjnie na teren gdzie sa wieksze potrzeby.  Wtedy troche zirytowanym glosem zapytala: “No ale co ty bedziesz robic w tym Peru? Bedziesz budowac szkoly, uczyc? Co bedziesz robic pytam?”  Zestresowalam sie toche nie wiedzac czego ode mnie chce i wtedy wydukalam “Bede sie udzielac edukacyjnie - uczyc innych”. Zaakceptowala odpowiedz i pyta mnie: “Masz prace? Gdzie jestes zatrudniona i co robisz”. Odpowiedzialam, na co ona: “I co, moze chcesz mi powiedziec, ze twoja firma dala ci wolne na 2 miesiace? Czy czasem sie nie zwalniasz z pracy?” Odpowiedzialam, ze dostalam wolne na tak dlugi okres,  po czym zazadala na to listu z pracy, co na szczescie sobie zalatwilam tydzien wczesniej…. Jej kolejne pytania brzmialy: Masz meza? Masz tu dom? Masz jakies majetnosci czy tez posiadlosci w UK? Eeeerrrmmmmmmmmm - na kazda z nich dostala krotkie ‘NIE’  po czym skomentowala to: “Czyli zadnych zbytnich powiazan z UK….”. Nie pamietam ile razy modlilam sie podczas tego spotkania, choc prawdziwie czarne chmury zawisly przy kolejnym etapie. Babka poprosila mnie o wydruk z banku potwierdzajacy, ze mam oszczednosci na wyjazd………… Jak wasze konto wyglada na koniec miesiaca?!?!?!?!  Moje zawsze tak samo – ‘na zero’. Podalam jej ostatni wydruk na co ona skomentowala ironicznie: “ Wybierasz sie do Ameryki z 50-cioma centami ?!?!” Se mysle ‘No to przesadzone’. Juz zaczelam obliczac ile bede musiala wydac na nowy bilet do Peru ale przez Europe, nie Stany. Wtedy nagle mnie oswiecilo, ze w nocy wczoraj spakowalam wydruki z przelewow naszej grupy, ktore ostatnio wyslalam do Peru na kwatere i wycieczki, byly na kwote $2000 i na moje imie. Wziela je do reki, dokladnie przanalizowala i zaczela mi sie dobrze przygladac, po czym ponuro odpowiedziala: “Twoja aplikacja na wize zostala zaakceptowana. Paszport dostaniesz za tydzien. Do widzenia!”

Szybko spakowalam swoje dokumenty i zwinelam sie jej sprzed okienka, zeby czasem nie zmienila zdania. Nawet nie smialam pytac na ile dostalam ta wize. Szok i niedowierzanie malowaly sie na mojej twarzy!!! JADE DO PERU !!!!!  - krzyczalam do siebie caly czas.

 Paszporty dostalismy z powrotem tydzien przed wylotem do Peru….

Gdy pozniej analizowalam te sytuacje –  nagle ten konkrenty klient sie pojawia w moim okienku, pyta mnie o bilet, po czym dostarcza niezwykle wazna informacje, bez ktorej pocalowalibysmy klamke Amrykanskiego lotniska i zostali deportowani z powrotem do UK z notka, ze chcielismy uciec do Ameryki…….. Jestem przekonana i nie mam cienia watpliwosci, ze to wlasnie sam Jehowa dostarczyl nam ta wiadomosc. Ta sytuacja upewnila mnie w 100%, ze Jehowie podoba sie nasz plan wyjazdu do Peru i stoi za nami murem!!!  Na pewno nam pomoze, zebysmy sie tam znalezli!

Dobra porada

Przed wyjazdem do Peru w mojej glowie kotlowaly sie rozne dylematy. Chocby ten – co zrobie ze soba gdy wroce z Peru? Rozne plany sie mnie trzymaly: myslalam wyjechac do Norwegii lub daleko po za Londyn. Wiedzialam, ze jesli troche duzej posiedze w Londynie to sfiksuje, wiec puki jeszcze to miasto nie wyssalo wszystkich zyciowych sokow i energii ze mnie – musze sie odwazyc na ucieczke z niego. Pamietam jak zadzwonilam do taty i pytalam go o porade odnosnie moich po-Peru planow. Jego odpowiedz byla trafiona w sedno i spelnila sie w kazdym znaczeniu.  Moj kochany tatko mi powiedzial: “Sarcia nie planuj juz teraz swojego zycia po Peru. Pozwol, zeby Jehowa ci je zpalanowal. Zobacz ile juz osiagnelas w zwiazku z tym wyjazdem i ile dobrych zmian to wprowadzilo w twoim zyciu.  Po prostu jedz do Peru i postaw sie tam Jehowie do dyzpozycji. Rozwin duchowe skrzydla i czekaj az Jehowa toba gdzies pokieruje. Zobaczysz jakie jeszcze drzwi dla ciebie otworzy”…………

moj kochany tatko ktory zawsze mi kibicowal w duchowych planach 


  

To co dobrego wydarzylo sie w moim zyciu juz po drodze organizacji wyjazdu do Peru: podjelam sluzbe pomocnicza, przewartosciowalam swoje cele i zmienilam styl zycia – upewnilo mnie ze Jehowa blogoslawi mi i pomaga wzrastac duchowo. Wyjazd do Peru odmienil moje zycie, otworzyl oczy na swiat ktorego wczesniej nie znalam, i pozwolil zasmakowac zycia, o jakim tylko czytalam w rocznikach. Gdy wrocilam z Peru to przez pierwsze 2 miesiace nie chcialam sie pogodzic z tym, ze jestem z powrotem. Czulam sie jakbym zyla w Martrixie. Tak jakby ktos mi pokazal na chwile prawdziwe zycie o ktorym nie mialam pojecia, po czym spowrotem wrzucil do tego nierealnego. Nie moglam sie juz odnalezc w moim Londynskim zyciu i nie chcialam. Czulam ze nie pasuje do zycia, ktore wiodlam wczesniej i chcialam z niego uciec. Idac uliacmi do pracy widzialam oczami gory Cusco i Urubamby, i ludzi, ktorzy czekaja, zebys tylko przyszedl do nich z dobra nowina….. Po powrocie do UK juz wiedzialam, ze chce wyjechac do Peru na stale. Przez rok sie ogarnialam z wszystkim, aby Peru zrobic moim domem i tak oto po rownym roku przeprowadzilam sie do Peru. Jestem tu zeby byc Sara, ktora chce dobrze wspominac gdy sie znajde w raju.



Pewnie sie zastanawiacie ‘A co z Tomkiem, ktorego marzeniem bylo Peru’…… Gdy wrocilam z Peru w 2015 i zrobilam pierwsza prezentacje o Peru ze zdjeciami,  opowiadalam nasza przygode i doswiadczenia, to mialam na celu zdac tylko relacje. Widzialam jednak, jak zebranym oczy sie swiecily slyszac te niesamowite doswiadczenia. Tom skomentowal Peru prezentacje: “Jestem z ciebie dumny. Przezylas moje marzenie, a ja przez to czuje, ze mam chociaz namiastke tego”. Ja jednak wiedzialam, ze zobaczyc na zdjeciach, a samemu przezyc, to nie to samo. Skrupulatnie zachetami, pracowalam nad tym, zeby Tom sam pewnego dnia przezyl to na sobie. Tak sie poukladalo, ze krotko po moim wyjezdzie Marek z Sara dojechali do mnie do Urubamby.

Wreszczcie po 4 latach od naszego pierwszego spotkania na Romford, Tom uwierzyl sam w siebie, i ze z Jehowa naprawde wszystko jest mozliwe i wlasnie teraz jest w Peru na 2 miesiace i sam na sobie przezywa Peruwianska przygode. Spelnia swoje duchowe marzenie. Jestesmy tu wszyscy razem i cieszymy sie tym, co kiedys sobie nawet nie wyobrazalismy



















Tak wiec:

Czy Peru bylo zawsze moim marzeniem?? NIE………. Ale to wlasnie Peru sprawilo, ze przestalam duchowo egzystowac a zaczelam zyc….. Zyc ciekawym i niezwykle przyjemnym zyciem, ktorego nie zamienilabym na moje zycie w Londynie za nic!

Moja duchowa przygoda z 2015 w Peru jest opisana szczególowo w poscie Opowiem wam o Peru . Po jego przeczytaniu od razu staje sie wam jasne, dlaczego postanowilam przeprowadzic sie do Peru.



Życie w wielu momentach przekonało mnie że dla Jehowy nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia dla mnie. Jeśli ja Jemu dam tylko trochę to On odda mi po trzykroć razy więcej! Wiecej niz chcialam i wiecej niz sobie wyobrazalam....

Nauczylam sie jednego - Szatanowi jest bez roznicy czy siedze w jego swiecie na legalu, czy egzystuje w Oranizacji pragnac tak naprawde skorzystac jak najwiecej z jego swiata. Tak czy tak – jestem jakby po jego stronie. Organizacja Jehowy idzie szybko naprzód i tak naprawde brak wzrostu duchowego to nie jest stanie w miejscu…. To jest duchowe cofanie sie. Zyjac moim poprzednim zyciem nie zauważyłam nawet, ze sie cofam. Przeciez chodzilam na zebrania i do sluzby…… Ten przyklad z byciem glodnym i siedzeniem w talerzu zupy ale nie zjedzeniem jej, az umrzesz z glodu.... Z duchowym odżywianiem sie jest podobnie. Jesli mam mozliwosci i warunki, ktore moglabym lepiej wykorzystac dla Jehowy , a tego nie robie – to co On sobie o mnie mysli?



Pamietam, gdy czytałam doświadczenia misjonarzy/pionierow itp z rocznika i relacje z działania &  radości jakiej im to w życiu dawało; cicho i nieśmiało marzyłam o czymś takim; nie wierząc zbytnio że to osiągalne i możliwe……..

TERAZ WIEM, ŻE JEST!

Każdy z nas może zapukać w drzwi, które napewno się otworzą i utorują drogę do kolejnych lepszych.




……………. ty tez mozesz znalezc swoje wlasne ‘Peru’
tylko najpierw wcisnij gaz do dechy i wyrusz w duchowa droge………………….

Bo Jehowa mowi: ‘Poprostu zacznij dzialac, a ja zatroszcze sie o reszte!!!’ 



4 komentarze:

  1. Hej moja kochana i dzielna pionierko !!!
    Dopiero dzisiaj mogłam przeczytać-mieliśmy obsługę i od razu kongres
    Dziękuję Ci za ten wpis.
    Jestem tak nakręcona duchowo po ostatnich duchowych wydarzeniach, a teraz
    jeszcze to !!! :-D
    Nie pozostało mi nic tylko dodać gazu !!!
    Już wbijłam pierwszy bieg.....

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie, jest jak gwiazdka (*) na końcu wersetu z Mal.3:10. To niczym przejście z teorii wiary samej w sobie, do wyjścia z łódki i chodzenia po wodzie, jak to zrobił Piotr. Dziękuję za tę godzinę, oderwania ze sztucznie napedzanego środowiska. Czytałem bez przerwy, że łzami w oczach, naprawdę poruszyłaś wszystkie czułe miejsca mojego serca. Dziękuję za to że Twoje doświadczenie z Jehową, ma taki wpływ na moją więź z Nim, na chęć uwolnienia drzemiących sił i refleksji..

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj kochana siostro.To dobrze że napisałeś tą przygodę.Pokazalas wszystkim br i siostrom ze zawsze należy polegać na Jehowie Nasze myślio mogą nam przeszkadzac wrealizacji planów ale ty uczyłaś się by im nie ulec chciałaś ufać Jehowie i się nie zawiodłas przekonałas się osobiscie o wielkości i wspanialosci Boga Jehowy.Zbudowalas tym doświadczeniem moją wiarę Dziekuje .

    OdpowiedzUsuń