16 sty 2017

Pierwsze koty za płoty

Życie w Limie nad Pacyfikiem płynie swoim prądem
innym od tego w Londynie, ale wcale nie wolniej, choć mówią na niego Ocean Spokojny...

pierwsze spotkanie z Keren po ponad roku nie-widzenia się było pozytywnym szokiem i jakby konsternacja typu

 "TO SIĘ NAPRAWDĘ DZIEJE"







Przywitała mnie grupka znajomych (Carmen, Cezar & Judy)! Super było zobaczyć znane & miłe mi twarze

na razie przez parę tygodni jestem w Limie, tak jak plan to przewidywał - mieszkam z Keren u jej mamy w Miraflores (dzielnica nad oceanem)


(mama Keren)

jakoś w Lutym chcemy się przeprowadzić z Keren do Urubamby. W między czasie musimy dograć parę finansowych sprawy (ja muszę zacząć online prace); skoczymy do Cusco/Uru na parę dni obczaić dokładnie chatę i zaklepać ja na przeprowadzkę - ekscytujące sprawy przed nami


na ten moment, o ten krok jesteśmy do przodu z Uru planem - jesteśmy razem w jednym kraju, mieście, a nawet budynku



Keren na spacerze zagadnęła panie myśląc, że są z Anglii albo USA, a to były Turczynki, które ani słowa po Ang lub Esp, więc było trochę śmiechu i zabawy w dogadaniu się, ale nie ma to jak JW.ORG i filmy w setce językach. Wywiązała się ciekawa rozmowa, przy której więcej kobiety rozumiały z gestykulacji niż naszej mowy 😆 Panie oglądnęły film "Autor Biblii" po turecku & wzięły chętnie Jw.org wizytówkę; powiedziały że odwiedza stronę w swoim języku



od listopada trzymało mnie jakieś przewlekłe przeziębienie, które nie dawało mi spokoju, ale w Limie od razu poczułam poprawę na zdrowiu odzyskałam głos, zatoki poszły w zapomnienie & odzyskuję energię, którą Londek ze mnie wysysał ostatnimi czasy

biegam nad oceanem parę razy w tyg z rana

Genialna sprawa

ze względu na ciepły klimat i promienie słoneczne, których tu mam w nadmiarze - zmuszona jestem do filtra 50+ albo więcej


(dzielnica Limy - Surqillo)









 park 'Del Amor' ↕ nad oceanem





poranny jogging & aerobic przy El Malecon

 lunch z tatą Keren 



spotkanie i lunch z tą parą było czystą przyjemnością. Z Walterem i Esperanzą poznałam się ponad rok temu w Urubambie, gdy wspierali ten zbór przez 3 miesiące. Obydwoje przez 11 lat należeli do RBC i wspierali budowy wielu Sal Królestwa i biur tłumaczeń w całym Peru; w niektórych miejscach przebywali przez 6 miesięcy lub dłużej. Opowiadali nam jak im się żyło w tych miejscach i jak Jehowa zaspokajał ich każde potrzeby, ale też pragnienia, przez te wszystkie lata na budowie. Teraz mieszkają w Limie, ale postawili sobie duchowe cele, żeby się przeprowadzić na prowincje do naszej Urubamby, gdzie są potrzeby na braci usługujących, a także ogromne potrzeby na terenie. Mieć takich duchowo usposobionych i wesołych ludzi wokoło siebie to prawdziwe błogosławieństwo 


w te zaledwie 2 tyg mojego Peru pobytu zdążyłam przeżyć wyjątkowe & niesamowite chwile, którymi spróbuję po krotce się z wami podzielić & udokumentować to fotkami


kiedy poznałam Limę rok temu, byłam zawiedziona tym miastem: spodziewałam się słonecznej stolicy nad oceanem a tymczasem zastałam zakorkowaną, zachmurzoną, brudną metropolię. Według statystyk mieści ona w sobie 10 mln rezydentów.... nie licząc turystów, których jest tu bardzo dużo każdego dnia. Zasłyszałam od mieszkańców Limy, że słońce świeci tu tylko 2 miesiące w roku i większość czasu Lima jest cały czas zamglona i szara (przynajmniej w dzielnicach nad oceanem). Pomyślałam wtedy " Wolę Londyn".... ;D

ale muszę przyznać ze Lima, która zastałam tym razem zaczyna robić na mnie pozytywne wrażenie... mieszkam 10 min spacerkiem od oceanu i słynnej alei 'El Malecon', która biegnie wzdłuż całej linii brzegowej Limy





na ten moment wspieram angielski zbór w Limie - jedyny jaki działa w tym kraju. Teren tego zboru to cala Lima i w sumie, też całe Peru 😅 Jest tu dużo do zrobienia, ponieważ w Limie mieszka wielu cudzoziemców - przyjechało do Peru na stałe za pracą, lub są tu na jakiś okres ze względu na kontrakty firmowe. Dużo opcji służby, nie wspominając o codziennej liczbie turystów, a także służbie więziennej, która na dużą skalę działa tu w języku angielskim. Sporawa liczba mieszkańców Limy nie mówi po hiszpańsku i właśnie do nich stara się dotrzeć angielski zbór, który działa tu od jakichś 3 lat. Gdy tworzyli ten zbór, ze względu na potrzeby terenu, tylko pionierzy stali lub ludki w służbie specjalnej mogli się do niego przenieść. Z tego powodu na początku składał się z ponad 30-tu osób i wszyscy pełnili jakiś rodzaj służby stałej lub specjalnej - było w nim wielu Betelczyków i needgreaters. W okresie tych 3 lat wiele osób dochodziło do zboru i później nie było już wymagane usługiwanie w służbie stałej. Po zmianach jakie zaszły w Lima-Betel rok temu, wielu Betelczyków wyjechało na teren w Peru, więc zbór się uszczuplił o te osoby. 

Teraz jest ponad 30-tu głosicieli i w tym 22 pionierów stałych, także czujesz moc i ducha działania. Większość osób w tym zborze to Peruwiańczycy, którzy nadal uczą się angielskiego dla potrzeb terenu. Wielu z nich uczy się także 'przywitania' i słówek w innych językach jak np. rosyjski, włoski, niemiecki, chiński, japoński, koreański, taj, i nawet polski - aby poruszyć serca odbiorców, np. turystów lub więźniów w karcelach. Wykonują oni naprawdę wspaniałą pracę i widać ogromne poświęcenie z ich strony, aby 'dotrzeć z dobrą nowiną do ludzi wszelkiego pokroju'


akurat trafiłam na pożegnanie kilku Betelczyków z angielskiego zboru - przenoszą ich na inny teren lub do innych zborów w Limie



Co roku w każdym zborze odbywa się spotkanie starszych z pionierami stałymi danego zboru, ominęło mnie moje w Londynie, więc starsi z angielskiego zboru zaprosili mnie na to w Limie. 

"Bądźcie umiejętnymi rybakami ludzi " oparte na Mat 4:19 - było to bardzo budujące spotkanie, na którym otrzymaliśmy wskazówki co do tego jak możemy naśladować przykład Jezusa w tym: gdzie i kiedy głosił, metody nauczania i jego zaufaniu do Jehowy. Zostaliśmy zachęceni do odważnego głoszenia nieoficjalnego, a także do zapoznania się z terenem zboru i jego potrzebami, aby tak jak umiejętny rybak 'poszukiwać wydajnych wód'. Motto spotkania 'Ufaj Jehowie i Jego organizacji i tak jak dobry rybak bądź cierpliwy, ciężko pracujący i gotowy znosić trudności'.


Bracia ze zboru przygotowali JW.ORG torby z prezentami dla każdego pioniera obecnego na tym spotkaniu (włącznie z trójką pionierów gościnnie, w tym mnie). Cóż za wspaniały, poruszający gest ...
Po spotkaniu udaliśmy się do domu pewnego brata, gdzie razem zjedliśmy kolację, graliśmy w gry, śpiewaliśmy broadcasting piosenki i miło spędziliśmy ze sobą czas. Był to wspaniały prezent dla mnie od Jehowy, ale czekało mnie coś równie niesamowitego...






 💛💜💚



W niedziele 8go stycznia spotkał mnie przywilej uczestniczenia w specjalnym spotkaniu w Limie, którą odwiedził przedstawiciel Biura Głównego brat Christian Muntean. Bracia za angielskiego zboru, wiedząc że się przeprowadziłam do Peru jako needgreater dali mi na ostatnią chwilę zaproszenie (plakietkę) na to specjalne spotkanie. Zostali na nie zaproszeni usługujący w Limie - starsi i słudzy z rodzinami, a także z całego Peru misjonarze, pionierzy specjalni, Betelczycy, obwodowi i needgreaters. Należąc do tej ostatniej grupy załapałam się na to specjalne wydarzenie! AAAAA !!!





Spotkanie odbyło się na obiekcie zgromadzeń w dzielnicy Campoy, gdzie pojechałam taksówka z ciotką i wujkiem Keren. Gdy taksówkarz nas podwoził na obiekt i zobaczył ilość ludzi tam się kręcących z podziwem komentował to, więc mieliśmy możliwość pogłosić taksówkarzowi i pozostawić mu traktat.



obiekt składał się z dwóch hal: jedna zadaszona i zabudowana, ale przewiewna, bo nie ma szyb w otworach i tył hali jest cały otwarty, i druga sala, mniejsza, która jest cała zabudowana. Ze względu na liczbę zaproszonych, zadaszony plac, który normalnie służy za stołówkę podczas zgromadzeń, został zamieniony w hale zgromadzeń z plastikowymi krzesłami. Wszystkie hale były jedna obok drugiej. W głównym obiekcie, gdzie mieści się ponad 5 tys. obecnych odbywał się program i był on wyświetlany w telewizorach w dwóch halach obok. Ten weekend był bardzo wyjątkowy w całym Peru, bo weekendowe zebranie odbyło się w całym Peru w niedzielę, gdzie program tego zgromadzenia był transmitowany z rana na żywo do zborów lub odgrywany popołudniem w kolejnych zborach.





główna hala otwarta ⇑ mieści ponad 5 tys


 hala zabudowana ⇑ mieści 1,5 tys

stołówka, która  na program zamieniła się w plac z krzesłami

na początku brat z Betel podał ciekawostki z naszej działalności w Peru

1. "Dokładne Świadectwo"

W Peru działa ponad 30,000 pionierów stałych i wykonują oni ciężką pracę, aby dotrzeć do ludzi na terenach. Brat podkreślił jak bracia w Peru, szczególnie w miastach, starają się powracać do domów, gdzie regularnie nie zastaje się domowników i opowiedział parę doświadczeń. Jedno z nich było o siostrze, która przez dwa lata nie mogła zastać domownika pod jednym z adresów, i pewnego razu, gdy odwiedziła ten adres bardzo późnym wieczorem, zastała domownika, który bardzo się ucieszył, że odwiedzili go ŚJ. Założono studium z tym mężczyzną; zaczął regularnie uczęszczać na zebrania i został głosicielem.

2. Publiczne Głoszenie.

W Peru jest w użytku 4250 różnych rodzajów wystaw do głoszenia publicznego (stojaków, wózków, stolików, punktów JW.ORG), z których bracia na terenie całego kraju regularnie korzystają i głoszą, aby docierać do przechodniów

3. Głoszenie na nieprzydzielonym terenie

W Peru są setki terenów, które nie są przydzielone do żadnego zboru, ze względu na odległości lub brak dostępu do tych obszarów. Na tych terenach odbywa się zorganizowana służba przez Betel lub 'pobliskie zbory' - specjalne kampanie, których rezultaty biją wielkim echem po całym kraju. Brat opowiedział doświadczenie o specjalnej wyprawie, w której wzięło udział 19 ŚJ. Polecieli oni do San Lorenzo w prowincji Loreto (Amazonia) i przez 4 tygodnie podróżowali rzeką w dżungli. Zatrzymywali się w osadach przy rzece, głosili wszystkim napotkanym i przeprowadzali zebrania, na które przychodziło ponad 100 osób z każdej wioski, którą odwiedzili. Biuro postanowiło wysłać tam dwóch pionierów specjalnych, którzy działają teraz tam na terenie.

Drugie doświadczenie było o specjalnej kampanii w Amazonii, w której wzięło udział 49-ciu ŚJ. Z miasteczka Iquitos leżącego przy samej Amazonce  (ostatnia cywilizacja zanim zapuścisz się w głąb Peruwiańskiej Amazonii). Wyruszyli oni w cztero-tygodniową podróż Amazonką w sam środek dżungli. Pokonali 1000-km trasę, odwiedzili ponad 100 osad, dotarli do ludności liczącej około 8 tys. Indian i organizowali zebrania, na które przychodziło ponad sto tubylców z odwiedzanych wiosek. Liczba literatury rozpowszechnionej była podana w tysiącach.





4. Prace tłumaczeniowe

W Peru nasi bracia głoszą w 22 językach ojczystych dla ludności Peru i odbywają się zaawansowane prace tłumaczeniowe naszej organizacji w 8 z tych języków: keczua (w kilku dialektach, np.: Cusco, Ayacucho, Cajamarca, Ancash) a także w językach Amazonii: shipibo-conibo, awajun, cashinahua, machigenka. Brat zapowiedział, że biuro rusza z pracami tłumaczeniowymi na kolejny język Amazonii - ashaninka. W Peru jest 17 obwodów różnych języków. To naprawdę wspaniałe jak nasza organizacja podejmuje wielkie wysiłki, aby dotrzeć do ludzi w języku ich serca. Sama planuję się nauczyć paru słów w języku keczua Cuscenian, którym posługują się ludzie w Urubambie, gdzie będę mieszkać

Ciekawostka
Wujek Google podaje: "W Peru obowiązują trzy języki oficjalne: hiszpański, ajmara i keczua. Są to trzy z 47 używanych w kraju, z czego 28 to języki zagrożone zapomnieniem. Według pewnego raportu, ogólna liczba użytkowników keczua w Peru szacowana jest na 8 milionów. Inne źródła podają, że językiem keczua posługuje się 46% ludności tego kraju. Inne języki (głównie indiańskie) są językami ojczystymi dla 3% populacji kraju. Wśród języków indiańskich możemy wymienić keczua, ajmara, jacaru oraz języki amazońskie: yagua, shipibo-conibo, bora, cashinahua, jiwaro mówiony przez Indian Achuar, shuar, awajun, huambisa, machigenka, aguaruna, ashaninka, huitoto, huachipayre, iquito i inne.  Samych wariantów keczua jest kilkanaście, z czego sześcioma posługują się już tylko nieliczne osady"

5. Głoszenie w Peruwiańskich więzieniach

Brat podał, że w więzieniach znajduje się w tej chwili 17 naszych braci/sióstr, którzy wzięli chrzest za kratkami i jest prowadzone ponad 500 studiów z osadzonymi na terenie całego kraju.

6. "Budujmy swoją wiarę w organizację Jehowy"

to przemówienie miał nasz gość specjalny - brat C. Muntean, który pochodzi z Niemiec, ale usługuje od lat na terenach zagranicznych. Jego pierwszym terenem była Hiszpania, gdzie się przeprowadził z żoną na potrzeby 47 lat temu. W Hiszpanii usługiwał 33 lata, po czym z żoną otrzymali nowy przydział - Grecję. Tam usługują od 14-tu lat. Brat się przedstawił, opowiedział trochę o sobie i żonie; o terenie, na którym usługiwał i podał nam parę różnic językowych między Hiszpańskim a Greckim. Opowiedział jak z żoną zwiedzając Grecję, poszukują miejsc, które opisuje Biblia, i że to niesamowite znajdować się w tych samych miejscach, w których kiedyś rozwijało się pierwsze chrześcijaństwo.



brat biegle mówił po hiszpańsku wiec swobodnie przywitał się z braćmi mówiącymi po hiszpańsku, ale zrobił coś niesamowitego, aby przywitać wszystkich słuchających w Peru. Przywitał paroma zdaniami w Keczua zbory i grupy mówiące tym językiem. To nie jest łatwy język, więc brata płynnie wyuczone zdania w Keczua spotkały się z ogromnymi owacjami na całym obiekcie. W Peru jest kilka obwodów głuchoniemych i brat także ich przywitał migając powitalne zdania w ich języku. Zamigał: "Witamy was kochani nasi bracia. Kochamy was bardzo i ślemy pozdrowienia". Wszyscy zaczęliśmy bić brawo na co brat powiedział: "Kochani oni nie słyszą waszych oklasków. Wiecie, jak się klaszcze w języku głuchoniemych?" Pokazał nam - podniesionymi rękami i rozwartymi dłońmi kręcisz w prawo/lewo. Poprosił abyśmy wszyscy zebrani w ten sposób przywitali naszych braci głuchoniemych i kamery pokazywały w telewizorach te 3 sale na obiekcie i wszystkich braci machających w ten sposób do głuchoniemych odbierających program. Mega urocze to było.

Wtedy nagle brat mówi: "Jest jeszcze jedna grupa braci, która ani nie słyszy waszych oklasków, ani nie widzi waszych dłoni. Są to nasi niewidomi i głuchoniemi bracia, których jest bardzo dużo w Peru. Wiecie, jak się przekazuje im nasza miłość i pozdrowienia? Tupie się mocno w podłogę, aby oni czując wibracje podłogi wiedzieli, że jesteśmy z nimi. Bracia, na raz... dwa... trzy... wszyscy tupiemy". Możecie sobie tylko wyobrazić donośny odgłos ponad 8 tys. nas zebranych, w 3 salach na tym obiekcie, tupających w podłogę! To było jak odgłos trzęsienia ziemi, który przeszywał cię od stóp do głów, i gęsia skórka, która została na mnie jeszcze długo po tym jak przestaliśmy tupać…To było niesamowite być tam świadkiem tego i uczestnikiem. Tupałam tak mocno jak się tylko dało... a potrafię 😂

"Cóż za wspaniały przejaw miłości Jehowy do nas wszystkich, że brat nie pominął nikogo z odbiorców w przywitaniu Peruwiańczyków" - komentarz jednej siostry

Mówca opowiedział jak bracia starając się wydawać 'dokładne świadectwo' w Grecji, postanowili dotrzeć do grupy językowej uważanej w Grecji za' margines społeczny' – Romów. W Grecji wtedy istniała tylko mała grupka braci Romskich - 15 osób. Postanowili wydrukować zaproszenia na Pamiątkę w języku Romskim i dotrzeć do tych mieszkańców Grecji. Spotkało to się z niesamowitym odzewem i docenianiem ze strony Romów, bo na Pamiątce było obecnych 500 Romów. Teraz działa w Grecji 300 Romskich braci skumulowanych w 2 zborach i 8 grupach, a na Romskim zgromadzeniu obwodowym było 1000 obecnych. Niesamowite rezultaty!!!

Brat zachęcił nas do przejawiania postawy: "Jak tylko się obudzę, zakładam obuwie dobrej nowiny" i podał doświadczenie pewnej siostry z Grecji, która zobaczyła starszą kobietę niosącą dużo siatek z zakupami. „Ta kobieta była bardzo przemęczona życiem i zniechęcona, i niosąc te siatki pomodliła się do Boga, prosząc, aby zesłał jej do pomocy anioła. Nasza siostra podeszła do tej kobiety i zaoferowała się pomóc z siatkami. Odprowadzając tę kobietę do domu, oczywiście, podzieliła się z nią dobrą nowiną i gdy kobieta ją zapytała o imię, siostra jej odpowiedziała: " Mam na imię Melek, to po Turecku znaczy 'anioł'" 😃😃 Pewnie się domyślacie - ta kobieta poznała prawdę i jest teraz naszą siostrą!!!” To naprawdę zabawne, jak czasem Jehowa odpowiada na nasze modlitwy wprost i bezpośrednio. 

Kolejne doświadczenie: chłopczyk w służbie odwiedzał pana na piątym piętrze. Pan otworzył drzwi i powiedział: "Ja tak naprawdę nie jestem zainteresowany tym co chcecie mi przekazać", na co chłopczyk odpowiedział "Ale zawsze bierze pan od nas czasopisma, i przyszedłem aż na 5 piętro, żeby panu je przynieść" na co pan odpowiedział: "Właśnie dlatego je biorę, bo przychodzisz aż na 5 piętro i doceniam twój wysiłek, wiec zawsze biorę od ciebie te czasopisma" i pan je wziął również tym razem, a chłopczyk zrobił notatkę do adresu: "2 czasopisma u pana, który udaje że nie jest zainteresowany" 😆

Kolejne doświadczenie, które podał mówca jest z Europy. Dwóch pionierów głosiło na odległym terenie cały dzień i byli zmęczeni po całym dniu wędrówki oraz głoszeniu, więc postanowili, że już nikomu nie będą głosić, bo zakończyli służbę na ten dzień. Weszli do jadalni w restauracji i chcieli porostu usiąść w ciszy i sobie zjeść. Jadalnia była pełna ludzi i zobaczyli stolik w kącie, przy którym siedziała tylko jedna kobieta; zapytali, czy mogą się dosiąść i zjeść po cichu obiad. Pani się zgodziła i sama w ciszy jadła swój obiad, ale gdy zaczęła się przyglądać tym dwóm braciom ubranym ładnie w garnitury i pod krawatem, zapytała "Jesteście biznesmenami?". Bracia spojrzeli na siebie porozumiewawczo, odłożyli obiad i zaczęli głosić tej kobiecie; wydali jej wspaniałe świadectwo, a obiad zjedli zimny. Ci bracia opowiadali, że po kilku latach odwiedzali Betel w tym kraju i podeszła do nich kobieta i powiedziała: "Kiedyś zatrzymaliście się w mojej wiosce i jedliście obiad w stołówce, ja jestem tą kobietą, która siedziała z wami przy tym stole. Uratowaliście mi życie, bo przechodziłam ogromną depresję i wtedy tego dnia postanowiłam skończyć ze swoim życiem. Przygotowałam się na śmierć, zaplanowałam wszystko i poszłam zjeść ostatni obiad w mojej ulubionej restauracji. A przy stole usiedliście właśnie wy". Mówca to skomentował: " Czy myślicie, że ci bracia od tej pory, słysząc słowa tej siostry, kiedykolwiek zrobili sobie 'przerwę' od wydawania świadectwa?"

Mówca także podał autentyczne doświadczenie z Europy. Powiedział, że ojciec pewnego chłopczyka zawsze go rano odprowadzał do szkoły i odbierał. Mówił ssojemu synkowi na pożegnanie: "Pamiętaj ja tu zawsze będę na ciebie czekał, i zawsze możesz na mnie liczyć". Pewnego dnia, gdy ten chłopczyk był w szkole, nastąpiło trzęsienie ziemi i szkoła tego chłopczyka się zawaliła. Ojciec chłopczyka pobiegł pod tą szkołę i zaczął poszukiwania synka, pamiętając o obietnicy, którą złożył mu żegnając się z nim rano. Po ośmiu godzinach poszukiwań, ludzie zaczęli mu mówić, żeby dał sobie spokój, bo na pewno nikt nie przeżył tego trzęsienia, na co ten mężczyzna odpowiedział: "Pomożecie mi szukać?". Mężczyzna się nie poddawał i dalej przeszukiwał gruzy. Po 24hrs poszukiwań, ludzie zaczęli go zniechęcać znowu i mówić 'Daj sobie spokój, po takim czasie na pewno nikogo żywego nie znajdziesz', na co ten mężczyzna odpowiedział im: "Pomożecie mi szukać?". Po 36hrs poszukiwań i odkopywania gruzów, mężczyzna ten znalazł szczelinę do jakiegoś dołu i usłyszał jęki. Rozpoczęła się akcja odkopywania gruzów, w którą dużo osób się zaangażowało. Po żmudnej pracy dokopali się do pomieszczenia, w którym ukryło się 16 dzieci w tym syn tego mężczyzny.

Mówca to skomentował: "Jehowa tak samo jak ten ojciec, poszukuje i dokopuje się do ludzi, aby ich odnaleźć, mimo, że my czasem myślimy 'Tam już nikogo nie ma'. Jehowa pyta się nas cały czas "Pomożesz mi?"

Brat podkreślił, że nie możemy otrzymać większego przywileju niż głoszenie dobrej nowiny. Jesteśmy w ten sposób ambasadorami dobrej nowiny, współpracownikami samego Boga i Jezusa. Nie ma większego przywileju niż głoszenie, w którym wszyscy możemy uczestniczyć, a wszelkie zadania ponad głoszenie dobrej nowiny, które nazywamy 'przywilejami' to zadania, przy których stajemy się po prostu sługami innych.

Później mówca przeszedł do poruszającej mowy skierowanej do młodzieży zadając pytanie: "Młodzi jak możecie pokierować swoim życiem?" Zachęcił do bycia ostrożnym, jeśli chodzi o świecką edukację, zaznaczając, że edukacja u Jehowy jest o wiele lepsza i ważniejsza, omawiając przykład ap Pawła (Fil 3; 7,8). Podał też wypowiedź pewnego profesora z uczelni w Afryce, który powiedział, że zastanawia się często czemu dzieci ŚJ udają się na uniwersytety, skoro edukacja w ich organizacji jest niezwykle dobra i często na jego uniwersytecie wykładowcy używają czasopism JW.ORG szukając informacji do swoich wykładów.

Brat opowiedział wtedy przykład: na plażach Greckiej wyspy Zakyntos, można co roku spotkać tysiące gniazd żółwi morskich, które się nazywają 'karetta karetta'. Samica, które zniesie nawet ponad 100 jaj, pokrywa gniazda piaskiem i wraca do morza. Młode same się wyklują po kilku tygodniach i gdy wreszcie dokopią się na powierzchnię gniazda, wychodzą z niego najczęściej w nocy, gdy piasek jest chłodny i instynktownie kierują się w stronę morza, w czym pomaga im księżyc, który oświetla im drogę. Gdy tylko żółwik karetta karetta dostanie się do morza, rozpoczyna samodzielne życie i instynktownie wie co ma robić, aby przeżyć. W ostatnich latach jednak pojawił się problem na wyspie Zakyntos i te żółwie są pod ochrona tam jako gatunek zagrożony. Zakyntos stał się bardzo popularną wyspą wśród turystów i przy plaży zostało wybudowane wiele dyskotek, które całą noc świecą mocne dyskotekowe światła. Ochrona środowiska zaobserwowała w ostatnich latach zagrożenie dla tych stworzonek: gdy żółwiki się wyklują, wiele z nich, widząc ostre światła dyskotek omylnie uznaje je za księżyc i rozpoczyna wędrówkę w stronę dyskotek, która dla wielu żółwików kończy się tragicznie. Mówca skomentował: "Kochana młodzieży, uważajcie na 'światło pochodzące z nieznanego źródła', bo może was omylnie pokierować w złym kierunku". 

Na koniec nasz gościnny mówca wygłosił przemówienie, w którym poruszył przykład Noego i budowy arki (Rodzaju 6:14). Gdy Noe pokrył arkę smołą, zapewne nie przyglądał się arce tylko z zewnątrz, czy cała jest pokryta smołą.  Na pewno nie raz wchodził do środka arki, za dnia i sprawdzał czy gdzieś nie przenika światło słoneczne do środka, co sugerowałoby jakąś dziurę. Rozumiał jakie to ważne, aby arka była szczelnie pokryta mazią, gdyż miało to stanowić ochronę przed przeciekaniem wody podczas potopu. Tak samo my musimy często sobie zadawać pytanie 'Kim tak naprawdę jestem w środku?' i sprawdzać siebie od wewnątrz; szukać jakiś dziur, pęknięć, szpar w naszej duchowej osobowości i je szybko naprawiać. Zawsze mieć mnóstwo pracy w największym przywileju - głoszeniu dobrej nowiny. Wtedy będziemy mieć swobodę mowy, gdy spotkamy Noego w raju i zapytamy 'Jak to było z tą smołą?', a ona nas zapyta 'A ty, opowiedz mi, co robiłeś w dniach ostatnich przed Armagedonem?'

Całe prawie 3 godzinne spotkanie było po hiszpańsku, którego nie za dużo zrozumiałam, ale siedzieli obok mnie przyjaciele Keren - Judy i Cezar, którzy tłumaczyli mi na angielski niektóre ważne fragmenty. Później, popołudniu, udałam się do angielskiego zboru, gdzie cały program był odgrywany i przetłumaczony na angielski - wtedy dokładnie zrozumiałam wszystkie doświadczenia i mogłam się nimi podzielić z wami 

Być na tym spotkaniu było niesamowitym przywilejem i doświadczeniem. Poznałam wiele osób, które w Peru usługują na terenach z potrzebami i wytężają swoje siły, aby służyć Jehowie w jak największej mierze. To niesamowite, że w każdym miejscu na ziemi, w jakim by się nie wylądowało, można poznać takich działaczy. Bardzo mnie zbudowało to spotkanie i upewniło, że jestem w miejscu, w którym powinnam być!!! To był podnoszący na duchu i zachęcający prezent od Jehowy!!!


 dziewczyny usługują w Peru na Mandaryńskim terenie, gdzie są ogromne potrzeby



 (Judy & Cezar, z którymi siedziałam)




 Damaris i jej siostra są dojeżdżającymi pracownikami Betel, więc też dostały zaproszenie




ciotka Keren, która mnie zabrała na spotkanie

Często wyruszam do służby publicznej w zborze angielskim lub czasem w hiszpańskim języku z rodziną Keren. Rezultaty służby w Limie zdecydowanie trochę inne niż na prowincji (mniejsze zainteresowanie), ale także bardzo radosne, bo ludzie w tym kraju są zainteresowani prawdą z Biblii i chętnie się przy stojaku zatrzymują, rozmawiają o prawdzie, biorą książki & czasopisma. Stoimy z angielskim wózkiem/stojakiem, ale zawsze mamy przy sobie hiszpańską literaturę, ponieważ częściej jednak Peruwiańczycy się zatrzymują przy nas, ale jest też wielu turystów, którzy mówią rożnymi językami, więc JW.ORG i lista ponad 870 języków - jest baaaaardzo pomocna! Ostatnio podszedł do nas mężczyzna z Pakistanu, który mieszka w Peru i dobrze mówi po hiszpańsku & ang. Pokazałyśmy mu naszą stronę JW.ORG i zapytany jakim językiem mówi, powiedział; "Mowie w języku Urdu, ale wasza strona na pewno nie ma tego języka". Ależ się zdziwił, gdy zobaczył ją w swoim języku i oglądał filmik w Urdu. Chętnie wziął traktat i dopytał o nasze główne wierzenia



 

Ludzie mają tu w Peru serca bardzo otwarte na poznawanie Boga i Biblii. Nie wiem czy dlatego, że jest to kraj biedniejszy i mało zamożny, gdzie nowinki techniczne docierają znacznie później niż na Zachodzie, więc ludzie są mniej skoncentrowani na bieganinie za pieniędzmi i rozrywką, czy dlatego że życie jest tu trudniejsze - wielu z Peruwiańczyków, musi ciężko pracować, żeby starczyło na podstawy życia codziennego... W Peru bardzo widoczna jest różnica między bogatymi, średnią klasą i baaaaardzo biednymi, którzy na obrzeżach miast lub na prowincji mieszkają w skrajnych warunkach, które na Zachodzie byłyby nie do przyjęcia. Brak równości społecznej i w wielu miejscach ubóstwo sprawia, że ci ludzie widząc prawdy Biblijne, które mówią o sprawiedliwym Bogu i przyszłości, trafiają prosto do ich serc. Ci ludzie bardziej sobie cenią komórkę rodzinna i wartości duchowe niż sprawy materialne. Widać to szczególnie po wyborze książek ze stojaków, bo jedne z najbardziej popularnych książek to 'Opowieści Biblijne’, 'Tajemnica szczęścia rodzinnego' i np. 'Człowiek poszukuje Boga' lub ' Czy istnieje Stwórca'.


moje ulubione miejsce, przy którym stoimy ze stojakami to El Malecon, przy miejscu, gdzie się odbywa latanie paralotnią. Wiele ludzi przychodzi obserwować te loty, więc zbiera się dookoła dużo osób i często też interesują się stojakami i do nich podchodzą, lub z daleka obserwują nas







 trufle domowej roboty sprzedawane na El Malecon











 dziewczyna, która przechadza się El Malecon i sprzedaj domowej roboty trufle



zobaczyłyśmy wędrujących turystów obserwujących nasz stojak, więc Keren przywitała ich po Włosku, mając nadzieje że to ich język i trafiła idealnie. Rozwinęła się ciekawa rozmowa łamanym Italiano/Espanol i pokazałyśmy pani filmik po włosku 'Dlaczego studiować Biblię'. Pani Teresa podziękowała nam i wyściskała nas na pożegnanie 








 

W Limie w zborach bardzo popularny jest przenośny stojak, zwany 'roll-up'. Pochodzą one z Japonii i bracia w angielskim zborze zamówili je przez Betel dla wielu pionierów ze zboru. Pionierzy trzymają je u siebie w domu i mają je na własny użytek, więc mogą wyruszyć w każdej chwili do publicznej służby. My z Keren też otrzymałyśmy po takim w prezencie od braci. Jest on lekki, przenośny jak torba, szybki do złożenia i zabiera bardzo mało miejsca. Rozkładasz go, wkładasz w kieszenie publikacje i wystawa gotowa. 











2 komentarze:

  1. Sarenko wszystko co opisujesz i dodajesz piękne zdjęcia wywołuje gęsią skórkę 😊Piękna i mądra decyzje podjelas dzielna kochana Sarciu😊Powodzonka dla Ciebie Karen i naszych kochanych braci😊🐽❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekne doswiadczenia i przezycia kocjana Sarenko.Dalej dzialaj dzielnie kochanie😊

    OdpowiedzUsuń